Raz dwa trzy, Mały Brat patrzy...

Najlepsze książki przydarzają nam się znienacka :) Ostatnio przywędrował do mnie Mały brat Doctorowa, którego T. pożyczył od kolegi. Zauważyłam wcześniej tę pozycję na kilku blogach, byłam zainteresowana, ale sama bym pewnie nie szukała. Ale nie przyszła góra do Mahometa, to Mahomet przyszedł do góry. W efekcie Mały brat przebił się przez mój zastój czytelniczy i przeczytanym został, a teraz na dokładkę zostanie jeszcze pochwalonym ;)

Jeżeli macie skojarzenia z Rokiem 1984 Orwella i jego Wielkim Bratem, to są one słuszne, bo do niego właśnie tytuł nawiązuje. Treść też - i chociaż z pierwowzorem nie może się równać (bo co może), to jest naprawdę dobrą i wartą przeczytania pozycją. Ma kilka istotnych plusów, poza ogólną "fajnością". 

Po pierwsze jest skierowana do nastolatków i prawdopodobnie do wielu z nich przemówi znaczenie lepiej niż Orwell, bo opisywane losy Marcusa i jego problemy będą im bliższe. 

Po drugie, akcja toczy się w świecie, który znamy - w Ameryce, która nadal żyje wspomnieniem zamachów 11 września i w strachu przed kolejnymi atakami.  Fabula rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale "przyszłość" objawia się tu tylko większym zaawansowaniem technik komputerowych, więc łatwo sobie ten świat wyobrazić. Wiele jest nawiązań do obecnych spraw - choćby do więzienia Guantanamo (niewymienionego z nazwy).

Po trzecie - pozwala z nowej perspektywy spojrzeć na współczesne problemy z terroryzmem, o których czytamy w gazetach.

Bohaterem "Małego brata" jest nastolatek, Markus, zdolny komputerowiec, ale nieco na bakier ze szkołą. Ameryka, w której żyje, coraz bardziej przypomina państwo policyjne - ze strachu przed zamachami wdrożono w życie mnóstwo programów inwigilacyjnych. Nawet w szkole uczniowie kontrolowani są za pomocą np. zainstalowanych na korytarzach czytników ruchu, a ich laptopy, tzw. schoolbooki, obserwują cały ruch w sieci "czyhając na podejrzane hasła, licząc każde klikniecie, śledząc każdą czmychającą myśl wyprowadzaną z netu". Mimo tych wszystkich zabezpieczeń dochodzi do kolejnego zamachu terrorystycznego. Markus i jego przyjaciele, którzy znaleźli się w niewłaściwym momencie w niewłaściwym miejscu, zostają zatrzymani przez Departament Bezpieczeństwa, umieszczeni w więzieniu i poddani brutalnym przesłuchaniom. W jaki sposób mają udowodnić swoją niewinność? Jak daleko może się posunąć rząd, żeby chronić swoich obywateli?

Na koniec dający do myślenia fragment. Wyobraźcie sobie, ze powstał test, który pozwala wykryć terrorystów w społeczeństwie. Test ma wiarygodność 99% - to bardzo dużo, prawda? Prawie 100%.

"Oto, co oznacza wiarygodność w 99% - jeden procent błędu. (...)
Terroryści są prawdziwą rzadkością. W takim dwudziestomilionowym mieście jak Nowy Jork może się znajdować jeden bądź dwóch terrorystów. Maksymalnie dziesięciu. (...)
Powiedzmy, że macie jakieś oprogramowanie, które potrafi przewertować całą dokumentację dotycząca operacji bankowych, transportu publicznego, połączeń telefonicznych lub opłat za przejazd poszczególnymi drogami i złapać terrorystów z dziewięćdziesięciodziewiecioprocentową trafnością.
Wśród 20 milionów ludzi test o 99% dokładności zidentyfikuje 200 tys. z nich jako terrorystów [1 % z 20 milionów]. Jednak tylko 10 z nich jest nimi naprawdę. Żeby złapać dziesięciu złoczyńców, musicie zgromadzić i sprawdzić 200 tysięcy niewinnych osób.
Wiecie co? Dokładność testów na terroryzm nie jest nawet b l i s k a 99%. Zbliża się co najwyżej do 60%. A czasami zaledwie do 40."

Wstyd się przyznać, ale dopiero po lekturze zaczęłam zastanawiać się nad losem ludzi, którzy trafili do Guantanamo całkowicie niewinnie, tylko przez kolor skóry. Jakie mają szanse kiedykolwiek znaleźć się na zewnątrz?

Ciekawa lektura w czasach, kiedy postać Bin Ladena znów trafiła do czołówek gazet. Polecam.

Komentarze

  1. Czytałam i rzeczywiście książka bardzo ciekawa. Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Strach przed terroryzmem rzeczywiście przybiera już dziwne formy. Nie pamiętam już, czy w Stanach, czy w innym kraju, ale gdzieś powstał projekt, aby profesorowie oceniając prace pisemne studentów zwracali uwagę na niebezpieczne treści ocierające się o fundamentalizm. Na szczęście, pomysł został zbojkotowany przez samych profesorów. Oby książka Doctorowa nie okazała się proroczą...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie czytałam, ale mam na półce, tylko czasu brak ostatnio..

    OdpowiedzUsuń
  4. To dla mnie naprawdę wielka niespodzianka, że powstała TAKA książka na TAKI temat i to jeszcze dla młodzieży. Boję się jednak, że mało który nastolatek po nią sięgnie. Ja słyszę o niej pierwszy raz, więc żadnej promocji nie było, podczas gdy promuje się naprawdę kiepskie książki... wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasandra_85 - :)

    Lilithin - w tej książce pomysły tego typu są starannie wdrażane w życie. Zresztą w dziejach było już sporo okresów, kiedy takie działania były na porządku dziennym, tyle że nie w Ameryce. Stany Zjednoczone były zawsze uważane za oazę wolności, dlatego może zamiana tej oazy w państwo policyjne jest taka szokująca.

    Cyrysia - miejmy nadzieję, że książka grzecznie poczeka :) Wiem coś o braku czasu, ostatnio to zjawisko się globalnie nasila ;0

    Przyjemnostki - w Polsce rzeczywiście nie została specjalnie rozreklamowana, ale w Ameryce nie jest tak źle - autor dostał sporo nagród, więc pewnie jest znany.
    Fajnie byłoby, gdyby nastolatki mogły przeczytać tę książkę jako lekturę uzupełniającą obok Roku 1984. Mogłoby im to uzmysłowić, że to, co pisał Orwell, to wcale nie taka fikcja. Ale marne szanse, teraz się raczej zmniejsza, a nie zwiększa liczbę lektur.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że młodzieży przybliża się wciąż problematykę nie tylko terroryzmu, ale też walki z nim oraz możliwości/konieczności stworzenia państwa policyjnego.

    Jednak do samej książki mnie jakoś nie ciągnie. Może dlatego, że już dawno przestałam być nastolatką albo dlatego, iż wyrobiłam sobie własne zdanie na temat wszystkich poruszanych w niej kwestii...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Claudette - Z "Małym bratem" jest tak samo, jak z "Rokiem 1984" - nawet jeśli ma się już własne zdanie na temat, to nadal jest to po prostu ciekawa historia, którą czyta się z zainteresowaniem :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)