4 października 2011

Zapomniana siostra

Jak to możliwe, że polskie wydawnictwa tak po macoszemu traktują siostry Bronte?! "Jane Eyre" i "Wichrowe wzgórza" to nie wszystko. "Vilette" była bardzo trudno dostępna, wreszcie w 2008 r. wznowienie wydał Świat Książki (nie wiem, ile było wcześniejszych wydań, ale ja "Vilette" czytałam po polsku przed 2008, więc jakieś być musiało). "Shirley" szczęśliwie właśnie się ukazała w Wydawnictwie MG, co budzi u mnie nieśmiałą nadzieję, że tej łaski doczeka się także "Professor". Co jednak z najmłodszą z sióstr, Anną? Stworzyła tylko dwie książki, a jednak nadal żadna nie została przetłumaczona.

Kilka lat temu czytałam po angielsku pierwszą powieść Anny Bronte "Agnes Grey" - i pamiętam to jako drogę przez mękę. Nie ze względu na treść, tylko stopień trudności przy czytaniu oryginału przekroczył moje zdolności. Współczesne mogę czytać bez problemu, ale przy dziełach XIX wiecznych to orka, znacznie zmniejszająca przyjemność. Tak, wiem, że to kwestia praktyki, ale naprawdę nie obraziłabym się, gdybym miała możliwość sięgnięcia po tłumaczenie.

Wspomnienia męczarni przy "Agnes Grey" jakoś zniechęcały mnie do sięgnięcia po oryginał drugiej i ostatniej powieści tej Autorki "The Tenant of Wildfell Hall". Niby oryginalna wersja jest bez problemu dostępna online, ale czytanie po obcemu i to jeszcze z ekranu... Lenistwo zwyciężyło. Ale powieść kusiła, bo okrzyknięto ją najbardziej szokującą w dorobku sióstr. Po śmierci Anny jej siostra, Charlotte, powstrzymała wznowienie książki, ponieważ Anna opisała w niej ich jedynego brata, Branwella. W bardzo realistyczny sposób.

No i skończyło się na działaniu, którego zwykle się wystrzegam, czyli na obejrzeniu ekranizacji. Jeżeli powieść jest w połowie tak dobra jak film (a podejrzewam, ze jest lepsza - wnioskując z ekranizacji innych powieści sióstr Bronte), to ja muszę, po prostu muszę ją przeczytać. I spróbujcie mnie powstrzymać ;)

 

Ponoć Anna była obdarzona najmniejszą fantazją - jej książki najmocniej są oparte na rzeczywistych wydarzeniach. Żyła tylko 29 lat, a większość życia spędziła zamknięta na plebanii, a jednak ze swych skromnych przeżyć potrafiła zbudować aż dwie świetne powieści. W przeciwieństwie do romantycznych i emocjonalnych tworów swoich sióstr, były one nie tylko realistyczne, ale też bardzo krytyczne wobec rzeczywistości. "Agnes Grey" powstała na podstawie niezbyt przyjemnych doświadczeń Anny jako guwernantki. "The Tenant of Wildfell Hall" został niechlubnie zainspirowany przez Branwella, jedynego brata sióstr Bronte, które nie spełniając pokładanych w nim ufnie przez rodzinę oczekiwań, pod koniec życia pokazowo stoczył się w pijaństwo i rozpustę.

Bohaterka książki, Helen Huntingdon, jako niedoświadczona panienka wybrała sobie za męża uroczego bawidamka. Jej małżeństwo okazało się piekłem przemocy, zdrad i alkoholizmu. Żeby ratować małego synka przed zgubnym wpływem ojca, Helen decyduje się potajemnie uciec z domu wraz dzieckiem. Wynajmuje tytułowe Wildfell Hall, gdzie żyje stroniąc od ludzi. To, że żyje samotnie i wyraźnie nie chce zaprzyjaźnić się z sąsiadami, wystarcza, by obudzić wśród nich wrogie uczucia. Znajdzie obrońcę w przystojnym Gilbercie Markhamie, jednak i on nie znając przeszłości Helen, gotów jest dać wiarę zacieśniającemu się wokół niej kręgowi podejrzeń.


Teraz nie wydaje się to oczywiste, ale kiedy "The Tenant of Wildfell Hall" ukazał się w roku 1848, odejście bohaterki powieści od męża było gigantycznym skandalem. Nieistotne, jak zły był mąż, przysięga małżeńska wiązała na zawsze. Ucieczka Helen była nie tylko obrazą moralności, ale wykroczeniem przeciw prawu. Mąż miał prawo zażądać powrotu żony, jeśli ta próbowała zamieszkać oddzielnie. Zabranie ze sobą dziecka było równoznaczne z porwaniem. Cały majątek żony należał do męża - po ucieczce Helen utrzymywała się ze sprzedaży malowanych przez siebie obrazów, jednak według prawa ten zarobek był również własnością męża, więc można powiedzieć, że go w ten sposób okradała*.  Anna nie przedstawiła jednak swojej bohaterki jako jawnogrzesznicy, a jakby tego było mało, z ust postaci drugoplanowej padają hasła, że powołaniem kobiety nie jest służenie mężczyźnie.

O ile "Agnes Grey", wydana równocześnie z napisanymi przez Emilię "Wichrowymi wzgórzami", została przez nie zepchnięta w cień, o tyle "The Tenant of Wildfell Hall" okazał się oszałamiającym sukcesem - w 6 tygodni wyprzedano nakład. Rok po ukazaniu się powieści Anna zmarła na gruźlicę. Charlotte, jak wspomniałam, nie zezwoliła na wznowienie książki. Usprawiedliwiała się, że "wybór tematu tej książki nie jest właściwy i nie odpowiada gustom skromnych i łagodnych czytelników", niemniej swoją decyzją zepchnęła siostrę w cień zapomnienia na długie lata.

Rzecz jasna, nie jestem w stanie porównać ekranizacji do pierwowzoru (na razie). Oceniając ją jednak jako film, przyznaję wysoką notę. Nakręcono trzyodcinkowy miniserial, co pozwoliło dość dobrze oddać bogactwo wątków (chociaż motywacje działań niektórych bohaterów, np. brata Helen, podane są dość skrótowo). Świetnie dobrani zostali aktorzy, zwłaszcza Rupert Graves, który przy całej swej urodzie był szczerze odrażający jako mąż-alkoholik. Sama Helen grana przez Tarę Fitzgerald, chociaż wiarygodna w swej przemianie z radosnego podlotka w oszukaną żonę, a potem oschłą, zniechęconą kobietę, nie wzbudziła jednak mojej sympatii (może to kwestia interpretacji tej aktorki?). Podziwiałam ją, kibicowałam jej, ale nie polubiłam.

Polecam film wszystkim wielbicielom talentu sióstr Bronte i proponuję ogólnoblogową akcję, celem zmuszenia polskich wydawnictw do wydania brakujących powieści ;) Szturmem ich weźmiemy...

Tajemnice domu na wzgórzu / The Tenant of Wildfell Hall, reż. Michael Barker, UK 1996

* Źródło: Alexander, Christine; Margaret Smith (2003). The Oxford Companion to the Brontes. Oxford: Oxford University Press. Za wikipedią.

13 komentarzy:

  1. Książki sióstr Bronte to absolutna klasyka, wydawnictwa powinny się bić o to kto przetłumaczy i wyda ich książki, a tu proszę - w wersji papierowej zetknęłam się tylko z Jane Eyre i Wichrowymi, Vilette musiałam czytać jako ebook, nadal poluję na Shirley i też ubolewam nad tym, że nie można dostać książek Anny w języku polskim - jak wspomniałaś, ciężko jest czytać po angielsku gdy sporo słów można uznać za archaizmy...

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ciekawa jestem Bronte w oryginale. Jeśli chodzi o powieści XIX-wieczne, czytałam Burmistrza Casterbridge (mam wrażenie, że pisałam o tym), i powiem, że czytało się całkiem nieźle. No, oczywiście język jest nieco trudniejszy niż używany dziś, ale potem przeczytałam w języku polskim i pamiętam, że miałam wrażenie, że większość uchwyciłam bez zarzutu.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Giffin - tez tak sądzę. Ale z punktu widzenia wydawnictw to chyba nieinteresujące starocie - no i żadnych wampirów nie zawierają. Chociaż ta Shirley napawa mnie jednak nadzieją, że coś drgnęło.

    Agata Adelajda - to chyba zależy od autora. Ja np. czytałam w oryginale Wilkiego Collinsa "The woman in white" i czytało się bardzo łatwo i przyjemnie. Natomiast przez Agnes Grey i Frankensteina brnęłam jak przez bagno. Może kobiety-pisarki mają bogatszy język ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuję się, klasyki brakuje w księgarniach. Jeśli już coś wznowią, przeważnie przed premierą jakiejś głośnej ekranizacji, mamy do wyboru tylko okładki filmowe. Już jak zobaczyłam "Shirley" to aż przetarłam oczy. Co do sióstr Brotne, sama byłam zaskoczona kiedy na lit. brytyjskiej pani profesor w ogóle o Annie nie wspomniala :( Sama mam w najblizszych planach przeczytanie właśnie "The tennant..." bo muszę obejrzeć ekranizację (widzę tam Toby'ego Stephensa!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Anne to moja ulubiona z sióstr Bronte, bardzo lubię jej obie powieści. Szkoda, że nie żyłą dłużej i nie ma większego dorobku, ale to samo mogę powiedzieć o każdej z sióstr.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aj, aj... czuję się skarcona! Szczerze mówiać wiem o istnieniu Anny, przeczytałam kiedyś, gdzieś (za nic nie przypomnę sobie kiedy i gdzie), że była ona najmniej utalentwaną z sióstr i dlatego jej książki nie są warte (!) przetłumaczenia na polski. Kurczę widzę, że byłam straszną ignorantką!
    Dziewczyno dobrze, że istniejesz i otwierasz nam oczy! ;)

    Poluję na "Shirley", ale widzę, że moja mama się czai na te książkę, więc poczekam, kiedy Ona ją kupi :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam niedawno ten serial i bardzo mi się podobał. Mogę nawet powiedzieć, ze polubiłam bohaterkę. Podziwiałam ją za to, że potrafiła wrócić do męża (mimo tylu krzywd jakie jej wyrządził, mimo lekceważącego traktowania jej jako kobiety)i trwać przy nim do końca. Sama nie wiem, czy bym tak potrafiła.
    Niestety nie mogę się pokusić o przeczytanie powieści Anny w oryginale. Bardzo by mi więc zależało, aby jej powieści zostały przetłumaczone na znany mi język czyli polski.
    Akcja ogólnoblogowa?! To może być jakieś myśl!
    Na "Shirley" poluję, ale te ceny są po prostu zabójcze.
    @Papierowa latarnia:)
    Też zwróciłam uwagę na Toby'ego. Widziałam go w ekranizacji Jane Eyre. Uważam, że tam był o niebo lepszy niż w "Tajemnicach domu na wzgórzu".

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam dawno temu w wersji oryginalnej - potwierdzam, jak najbardziej warto :) Niestety mam wrażenie, że klasyka nie jest teraz na topie, jak chodzi o zakupy czytelników, więc nie ma się co dziwić, że średnio idzie też ich wydawanie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Popieram Twe oburzenie, to nie dopuszczalne że z takim oporem wydawane są u nas książki sióstr Bronte !
    Film "Tajemnice domu na wzgórzu " miałam przyjemność oglądać i także bardzo mi się podobał. Oczywiście książki na podstawie której powstał , próżno szukałam.
    Może stworzyć jakiś apel do wydawnictw, o drukowanie zapomnianej i do tej pory nie wydawanej na polskim rynku klasyki, typu "The Tenant of Wildfell Hall" ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Papierowa latarnia - o, że na literaturze brytyjskiej można nie wspomnieć o którejkolwiek z sióstr Bronte - to wręcz niewiarygodne. Bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń z książki i filmu :)

    Sumire - wielka szkoda :/ Ale skoro tak mało siostry po sobie zostawiły, tym bardziej powinno sie wszystko przetłumaczyć.

    Przyjemnostki - ja też dość długo żyłam w przekonaniu, że Anna to ta najmniej zdolna. Ale przy okazji szukania informacji o siostrach Bronte dowiedziałam się, że niektórzy brytyjscy krytycy uważają Annę za... najzdolniejszą z sióstr, a jej książki za najdojrzalsze i najlepsze pod względem warsztatowym.
    Ja też się na Shirley czaję, ale droga jest, a ja ostatnio spauzowałam z zakupami. Liczę, że w bibliotece uda mi się trafić.

    Balbina64 - zgadzam się co do ceny "Shirley". Podejrzewam, że "The tennant..." gdyby wyszedł, też kosztowałby niemało. A jeśli chodzi o akcję - może gdyby wiele osób wysłało maile do wydawnictw (albo chociaż do wydawnictwa, które wydało Shirley), daliby się namówić na wydanie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Z książką w wannie - nie jest na topie i pewnie już nie będzie, ale jednak wiele klasyki nadal jest wydawanej, wznawianej, niektóre dzieła są dostępne w kilku różnych wydaniach, a biedna Anna w żadnym.
    Ech, robisz mi apetyt, może się porwę na oryginał jednak...

    Dalia - tak, jak wspomniałam w odpowiedzi do Balbiny, myślę, że dobrze byłoby wydawnictwom zasugerować, że na Annę też jest popyt. Bo sami może na to nie wpadną. Pewnie blogów książkowych nie czytują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post był dawno temu publikowany, a ostatnio chodzą słuchy, że "The Tenant of Wildfell Hall" wyjdzie 22 marca spod skrzydeł wydawnictwa MG. Nic pewnego, ale jednak coś.
      Poza tym teraz powoli coś rusza. Oprócz sióstr Bronte wychodzi Gaskell. Mam więc nadzieję, że będzie coraz więcej takich wiktoriańskich perełek na naszym rynku.

      Usuń
    2. Mery, też słyszałam :) Chociaż zamierzam podjąć jeszcze jedną próbę przeczytania oryginału przed zakupem tłumaczenia. Ale bardzo się cieszę, że coś drgnęło pod tym względem.

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...