Krótka wizyta w cukierni

Wniosek numer 1. Sagi rodzinne najwyraźniej nie są dla mnie.
Wniosek numer 2. Polska literatura kobieca zdecydowanie nie jest dla mnie.
Wniosek numer 3. Same pochwalne recenzje książki nie oznaczają, że mnie też się spodoba.

Przy okazji recenzji Polowania na Perpetuę wspominałam, że mam w planach jeszcze kilka polskich pisarek, z nurtu literatury lżejszej, i liczę, że któraś mnie wreszcie uwiedzie. Jak się domyślacie ze wstępu - Marioli Gutowskiej-Adamczyk i jej Cukierni pod Amorem to się nie udało.

W 1995 roku, w Gutowie, małym miasteczku, podczas wykopalisk archeologicznych na rynku zostają odnalezione zmumifikowane zwłoki kobiety z czasów II wojny światowej ze średniowiecznym pierścieniem na palcu. Rodzina właścicieli miejscowej cukierni rozpoznaje w owym pierścieniu zaginioną pamiątkę rodzinną, ale w jaki sposób znalazł się on w tak upiornym miejscu - nie wiedzą. Studentka Iga podejmuje próbę wyjaśnienia tej zagadki.
Historia ta przeplatana jest opowieścią o dziejach rodu Zajezierskich w XIX wieku - ze szczególnym uwzględnieniem uwodzicielskiego Tomasza (jak można wywnioskować z drzewa genealogicznego, zamieszczonego na końcu książki, jest on przodkiem Igi) oraz mnóstwa szlachcianek na wydaniu.

Nie będę tym razem psioczyć na książkę, bo uważam, że w swoim gatunku jest raczej dobra. Autorka ma lekkie pióro, a do tego wyraźnie napracowała się nad realiami historycznymi, dzięki czemu jej opisy dworków szlacheckich czytałam z dużym zainteresowaniem. Książka jednak do mnie nie przemówiła i zdecydowałam, że przestanę sięgać po powieści tego typu. Przeczytam tylko Kowalewskiej "Tego lata, w Zawrociu", bo mam ją na półce, oraz Cherezińskiej "Sagę Sigrun", też czekającą na stosie, chociaż co do tej drugiej to mam nadzieję, że jest raczej powieścią historyczną niż romansem osadzonym w dawnych czasach.

A co mi się nie podobało w "Cukierni"? Nie wciągnęłam się. Zakończyłam na 300. stronie (całość liczy ok. 450) ze świadomością, że zupełnie nie obchodzi mnie los tabuna kochliwych panien z XIX w., Iga nie wzbudziła nawet krzty mojej sympatii, a i los pierścienia mnie nie ciekawi. Może doczytałabym do końca, gdybym wiedziała, że nastąpi tam jakiś efektowny finisz, ale zostałam uprzedzona, że rozwiązania nie ma, bo akcja przenosi się do drugiego tomu. Drugiego czytać nie zamierzam, więc dojeżdżanie do końca uznałam za stratę czasu.

Wątek dziewiętnastowieczny wydawał mi się ciekawszy niż współczesny,  ale wolałabym, gdyby autorka skupiła się na jednej-dwóch postaciach. Przeskakiwanie między kilkunastoma bohaterkami sprawiło, że do żadnej nie byłam w stanie się przywiązać i ich szczęście małżeńskie lub pozamałżeńskie było mi doskonale obojętne. Na moment zaciekawił mnie wątek Wandy, która z własnej winy, a wbrew chęciom, ląduje w klasztorze, ale szybko został tak trywialnie spłaszczony (dobry seks lekarstwem na wszystko), że straciłam resztki zapału. Inne bohaterki były tak do siebie podobne, że z trudem zapamiętywałam imiona. Ogólnie, ładnie było to wszystko osadzone w realiach, ale czytało mi się raczej jak anegdotki z przeszłości niż powieść.

Wątek współczesny nie podobał mi się wcale - mimo ciekawego rozpoczęcia. Postaci niby mniej, ale znajdująca się w centrum wydarzeń Iga była nijaka, może z wyjątkiem scen rozmów z mężczyznami, kiedy robiła się narwana. Zagadka pierścienia rozwiązywana była bardzo niemrawo - rozumiem, ze ma jej starczyć na kilka tomów, ale moje początkowe zainteresowanie szybko przez to oklapło. No i ta cukiernia, opisywana jako cudne, ciepłe miejsce, do którego wszyscy się garną. Jakoś nie poczułam tej atmosfery. Oczekiwałam drugiej Cukierni pod Pierożkiem z Wiśniami, a to tylko sklep z ciastkami.

Podsumowując, do Cukierni w Gutowie zaglądać już nie będę.

Komentarze

  1. Cóż bywa i tak :) Mimo wszystko przeczytam jak będę miała pod ręką tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A to mnie zaskoczyłaś :)
    Jeszcze chyba nie spotkałam się z negatywnymi wrażeniami z "Cukierni".

    Sama nie czytałam, też sceptycznie podchodzę do tego typu literatury, choć, nie wiem dlaczego, spodziewałam się po "Cukierni" czegoś innego...

    Sama nie wiem, może kiedyś. Ale z pewnością nie za swoje pieniądze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, a ja myślałam, że książka podoba się wszystkim i tylko ja nie mam jej na liście;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja recenzja także nie była pozytywna. To prawda że same pozytywne komentarze wcale nie oznaczają wyjatkowej książki... BYłam zawiedziona po lekturze. Mam w domu tom II, bo sprezentowano mi od razu 2 tomy, może II jest lepszy...

    OdpowiedzUsuń
  5. To fakt, że zbieranie samych pozytywnych recenzji nie oznacza, że książka nam się spodoba.
    Mam w planach ten cykl. I pewnie przeczytam, ale się nie spieszę.
    Właściwie lubię takie rodzinne sagi.
    Mam też na uwadze książki pani Cherezińskiej i także mam nadzieję, ze będą to bardzie książki historyczne niż romans.
    Czekam na Twoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  6. No chyba pierwsza recenzja, która nie jest pełna ochów i achów. Było tak pięknie, że aż podejrzliwie na tę książkę patrzyłam. Pewnie rzucę na nią okiem w jakimś momencie, jako że kupiłyśmy ją jakiś czas temu w prezencie mamie, której nota bene bardzo przypadła do gustu. Przeczytam, ale bez większych oczekiwań, co książce może wyjść na dobre ;)

    A Cherezińską też mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam jej w najbliższych planach, a po powyższej opinii widzę, że raczej dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A mi się "Cukiernia pod Amorem" bardzo podobała :) Podchodziłam do niej, jak pies do jeża, ale okazało się, że skonsumowałam ją ze smakiem i cieszę się na kolejną ostatnią już część.

    Każdy ma inny gust, każdy inaczej odbiera książki i to jest w nich takie fascynujące.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aneta - zawsze najlepiej sprawdzać samemu. Każdemu się podoba co innego, a ta książka ma mnóstwo zwolenników.

    Oleńka - sama byłam zaskoczona, po tym wszystkim, czego się o niej naczytałam. Kiedy przejrzałam opinie na lubimyczytać.pl okazało się, że 95% jest pozytywnych, a tylko 5% ma opinię podobną do mojej. Ale i tak poczułam sie lepiej, że nie jestem takim zupełnym wyjątkiem ;)

    Agata Adelajda - nie wszystkim sie podoba :) Ale wielu tak, więc nie sugeruj się moją opinią.

    Aneta - czytałam Twoją recenzję, rzeczywiście mamy zbliżone wrażenia. Ale ja sie do żadnego kolejnego tomu już nie zmuszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Balbina64 - ja też myślałam, że lubię rodzinne sagi, ale ostatnio żadna mi sie nie podobała, nawet te chwalone. W związku z tym chyba muszę zrewidować swoje przekonania i przyznać, że sagi rodzinne to nie jest literatura dla mnie.
    Ja Cherezińską zaczęłam czytać, jest napisana bardzo ładnym językiem, bardzo staranna w realiach, ale chwilowo wróciła na półkę, bo jakoś nie trafiła w mój obecny nastrój. Ale na pewno do niej wrócę. Na razie za mało przeczytałam, żeby zawyrokować, czy będzie mi się podobać.

    Grendella - ja też ją kupiłam mamie, bo uznałam (na podstawie recenzji), że to literatura idealna dla niej :) Ale, o dziwo, jej też się za bardzo nie spodobała, co mnie bardzo zaskoczyło, bo na ogół dobrze trafiam w jej gust. Z tego zaskoczenia postanowiłam ją przeczytać sama, z efektem jak widać...
    A propos Cherezińskiej - zerknij do komentarza wyżej :)

    Agnes - ale wiesz, ja jestem blogowym wyjątkiem. Aż się trochę bałam linczu wielbicielek Cukierni, jak umieszczałam recenzję ;) Może Tobie by się spodobała bardziej.

    Przyjemnostki - czasem nienastawianie się na hit sprawdza się lepiej.
    Nie ma dwóch czytelników o identycznych gustach literackich. Ale dzięki temu przyjemniej się czyta blogowe recenzje - bo pojawia się element zaskoczenia ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)