Morderstwo w środku zimy

Asa Larsson
Burza z krańców ziemi
tyt. oryg. Solstorm 
tłum. Beata Walczak-Larsson
Wyd. Otwarte 2008 
  
Z tej lektury na pewno zapamiętam fińskie sanki, którymi poruszała się jedna z bohaterek. To rodzaj hulajnogi na dwóch płozach i podobno powszechny środek komunikacji na północy Szwecji i Finlandii. Jak sobie wyobraziłam siebie mknącą na nich rano do pracy... Biorąc pod uwagę panującą aurę, ktoś naprawdę powinien rozpowszechnić ten środek transportu w Polsce.

Z fińskimi sankami czy bez Burza z krańców ziemi to naprawdę dobry kryminał - w dodatku wyjątkowo aktualny, bo bohaterowie też zmagają się ze śniegiem i mrozem, a uwierzcie, że w porównaniu z ich zimą nasza niegodna jest jednego bałwanka.

Na początku marudziłam: a bo kryminały mi się przejadły, a bo ciągle ta Skandynawia, a bo znów trup na początku, a bo następna policjantka w ciąży... Po kilkunastu stronach zapomniałam, ze miałam narzekać, bo wsiąkłam bez reszty. Może składniki są już znane, ale po zmieszaniu znowu wyszła całość znakomita.

W małym miasteczku w północnej Szwecji zamordowany zostaje pastor zboru Źródło Mocy. Jego okaleczone ciało porzucono przed ołtarzem. Śledztwo toczy się dwutorowo - prowadzone jednocześnie przez policję oraz przez prawniczkę Rebekę, dawną znajomą ofiary. Wyznawcy Źródła Mocy tworzą społeczność zamkniętą na ingerencję z zewnątrz (nie jest to sekta, ale lokalnie powstały odłam chrześcijaństwa), więc tylko ktoś, kto dawniej do nich przynależał ma szanse uzyskać jakiekolwiek odpowiedzi. Tak naprawdę jednak najbardziej frapujące nie jest pytanie "kto zamordował"?, ale - "co ukrywają ci ludzie"? To mnie właśnie trzymało w napięciu i nie pozwalało oderwać się od lektury - każdy ma tu jakąś tajemnicę - wyznawcy i pastorowie kościoła, pozornie nieskazitelne żony pastorów. Przeszłość Rebeki jest wielką zagadką, odsłanianą powoli w retrospekcjach. Jej dawna przyjaciółka i siostra ofiary, Sanna, to chodząca niewiadoma. A jej dzieci? Czy dzieci też mają swoje sekrety? 

Plus za nieidealistyczne zakończenie. Doskonała lektura do czytania przy oknie z widokiem na śnieżycę...

PS. Powstała szwedzka ekranizacja książki z Izabelą Scorupco, ale nie oglądałam, więc nie wypowiem się na temat jakości filmu.

Komentarze

  1. Bylam ciekawa tej ksiazki jak cholera, dzieki za recenzje. DOkladam do listy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A okładka śliczna, no!

    OdpowiedzUsuń
  3. Urzekająca okładka! A nic kompletnie o tej książce nie słyszałam. Sama na pewno nie będę narzekać, bo moją przygodę ze skandynawskimi kryminałami dopiero zaczynam, więc żadnych powtarzanych motywów i tak nie zauważę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie słyszałam tytułu, który zrecenzowałaś, nie mniej jednak lubię takie perełki o których nigdy nie było głośno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jejku coś kojarzę, że to czytałam i że mi się podobało...:) okładka też mi się kojarzy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam szweckie kryminały, a nazwisko autorki brzmi obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba się próbuję obudzić z zimowego snu, żeby sięgnąć po ten kryminał :) Dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda na kryminał w sam raz na zimę. :) Ale jak to, książka szwedzka, a sanki fińskie? To Finowie je wymyślili?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z kolei strasznie zazdroszczę maluchom, których do szkoły rodzice prowadzą na sankach ;) Tez bym tak chciała :D
    O książce nie słyszałam, ale może sięgnę w upalne lato ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lotta - do usług :)

    Agnes - szkoda, że nie jest twarda, mój egzemplarz biblioteczny był już poważnie pogięty.

    Kornwalia - w takim razie zdecydowanie polecam, bo to bardzo dobry, wręcz sztandarowy, przykład kryminału skandynawskiego ;)

    Tajemnica - takie niespodzianki są bardzo przyjemne, ostatnio zauważyłam, że coraz rzadziej sięgam po książki, o których nic nie wiem - efekt czytania zbyt wielu blogów książkowych :)

    Kaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szfagree - idealna :)

    Varia - rzeczywiście, nie zwróciłam uwagi na nazwisko :D

    Grendella - obudź się, chociaż na chwilkę, warto :)

    Marigolden - może import z Finlandii ;) Warunki pogodowe na północy obu krajów są chyba identyczne.

    Przyjemnostki - ech, ja też im zazdroszczę :) Mnie już nikt ciągnąć nie chce... A książka do ochłody bardzo się nadaje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zrobiłaś mi chętkę na... fińskie sanki :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)