10 grudnia 2010

Grubaski dwie

Mam doskonały humor. Po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni nie musiałam zabrać ze sobą pracy do domu, co oznacza wolny wieczór dziś i całą sobotę, i caaaaałą niedzielę :) Aż mnie roznosi i nie wiem, co ze sobą zrobić. Normalnie weekendy wydają mi się zbyt krótkie, ale jak się przez jakiś czas popracuje siedem dni w tygodniu, to perspektywa trochę się zmienia.

Drugi powód do radości na zdjęciu poniżej. Odwiedziłam w środę antykwariat, w którym nie byłam chyba z pięć lat, bo dawniej nie udawało mi się niczego ciekawego w nim znaleźć. Teraz okazało się, że zmienił się bardzo na korzyść, jest mnóstwo nowych książek, nawet jeśli nie bardzo tanich, to znacznie tańszych niż w księgarniach. Upolowałam dwie, o których marzyłam i popadłam w ekstazę. 


Nie dość, że zapłaciłam za nie znacznie mniej niż planowałam, to jeszcze są obie ślicznie wydane i przyjemnie grube. Czeka mnie jakieś 1200 stron frajdy :) Na razie ograniczyłam się do ich oglądania, głaskania i fotografowania, bo jak wiadomo, przyjemność trzeba sobie dozować - gdybym zaczęła od razu czytać, to taka dawka szczęścia mogłaby mnie zabić ;)

12 komentarzy:

  1. Przepiękne książki! :D Chętnie podebrałam obie! Weekendu nie zazdroszczę, bo już od dwóch tygodni siedzę w domu (choroba, której nie mogę się pozbyć), więc pewnie rozumiesz:P Miłego weekendu więc życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie piękne wydania :) cud miód dla oczu.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Matkę ryżu" ostatnio tylko pogłaskałam w empiku i odłożyłam z powrotem na półkę. Przed świętami jest tyyyyyle wydatków. Czekam na recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też lubię grube książki. :)
    A braku pracy w domu szczerze zazdroszczę, bo sama właśnie nad nią siedzę... Tyle akurat musiałam przynieść na ten weekend, że chyba nie dam rady nic poczytać. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam książkowe grubaski, czekam na twoje wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Robią wrażenie :)! Do grubych książek dużo łatwiej się przywiązać (przynajmniej mi) i zwykle nie lubię, kiedy się kończą ;) Czekam na recenzje! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne wydania. Miłego czytania i miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hiliko - doskonale rozumiem. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Wracaj do zdrowia!

    Aneta - prawda? Kupiłabym dla samych okładek, ale na szczęście treść też ciekawa ;)

    Przyjemnostki - ja z Matką ryżu też długo zwlekałam, dlatego po prostu nie mogłam jej zostawić w antykwariacie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Beatrix - współczuję. Ja pewnie będę siedzieć jeszcze w następny weekend, a ta wizja pozwala mi się jeszcze bardziej cieszyć obecnym :)

    Grendella - ja też :) Na Wolf Hall przyjdzie jeszcze trochę poczekać, bo poszło do mojej siostry - ja i tak muszę się najpierw zabrać za biblioteczne :)

    Szfagree - mnie też :) Najlepsze są grube i jeszcze wielotomowe :)

    Milvanna - bardzo dziękuję i nawzajem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja także należę do fanów grubaśnych tomiszczy i pozdrawiam wszystkich o podobnych zamiłowaniach :)
    Na "Matkę ryżu" mam od jakiegoś czasu ogromną ochotę i pewnie niebawem ją sobie sprawię (poczekam na styczniowe wyprzedaże/promocje w księgarniach internetowych). Póki co życzę przyjemnej lektury i czekam na recenzję!

    OdpowiedzUsuń
  11. obie-dwie superowe, zazdraszczam. Na Matkę ryżu ostrzę pazury już od jakiegoś czasu, a ta druga, wiedomo, must read. Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  12. Agussiek - pozdrawiam wzajemnie :) Szkoda tylko, że ostatnio zupełnie nie mam czasu, żeby na dobre zatonąć w jakimś opasłym tomie.

    Kasia.eire - :) A jeszcze upolowałam ostatnio w bibliotece "Na plebanii w Hartworth" - nie mogłam uwierzyć swojemu szczęściu. A teraz siedzę nad tymi tomami jak osiołek nad żłobami i nie wiem od czego zacząć ;)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...