W nowym roku

Hurra, mam internet! Można powiedzieć, że to nasz pierwszy sukces remontowy. Od czasu poprzedniego wpisu byłam odcięta od sieci. Stan wirtualnej nieobecności jest bardzo przyjemny, ale niestety przy przeprowadzce i początkach remontu jest zatrzęsienie potrzebnych informacji, które łatwo znaleźć w sieci, a zdecydowanie niełatwo poza nią, dlatego cieszę się, że znów jestem połączona. Za blogiem tęskniłam, przeczytałam całkiem sporo (chwała Kindlowi, bo książki nadal w paczkach i długo w nich pozostaną), a jeszcze więcej obejrzałam, więc wpisów powinno się niedługo pojawić dużo. Nie wiem niestety, jak z ich jakością, bo z tego co na razie udało mi się zaobserwować - odgłosy kucia w ścianach niespecjalnie sprzyjają myśleniu, a ja siedzę pośrodku tego hałasu. Siedzę lekko przykurzona i posypana tynkiem, ale szczęśliwa - przeprowadzka poszła dość sprawnie, choć w pewnym momencie mieliśmy wrażenie, że stare mieszkanie generuje nieskończoność gratów - wywoziliśmy, wywoziliśmy, a one nadal tam były. Pod koniec woleliśmy je wyrzucać niż pakować... Podjęliśmy też przy okazji solenne postanowienie przejrzenia dokładnie stanu posiadania przed rozmieszczeniem go na półkach (co nastąpi dopiero za czas jakiś, bliżej nieokreślony) i pozbycia się wszystkiego, czego się da. Rozmiar nowego gniazdka sprzyja temu postanowieniu - wiele rzeczy nas w nim urzekło, ale akurat nie rozmiar i nie zapas miejsc na szafy (kiedy blok stawiano u progu lat 60. ludzie mieli zdecydowanie mniej wszystkiego, mam wrażenie*). Pozbyliśmy się już kluczy do starego mieszkania, więc ten etap mamy definitywnie zamknięty. Remont dopiero rozpoczęliśmy, więc w najbliższym czasie czeka nas mnóstwo spacerów po malowniczych alejkach marketów budowlanych i długie wieczorne Polaków rozmowy nad kolankami rur i innymi akcesoriami, których przeznaczenia nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, a muszę je nabywać.

* Zwłaszcza sprzętu elektrycznego - przypadają po dwa gniazdka elektryczne na pomieszczenie, nie mniej, nie więcej, a w łazience nie ma ich wcale. Mieszkanie nie było remontowane od czasu wybudowania (z raz je może pomalowano), więc prezentuje stan sprzed pół wieku.

****

Nie było okazji zamieścić ani noworocznych podsumowań, ani postanowień, a w szale zajęć o mało co mi nie umknęło, że się numerek w roku zmienił ;) Teraz pokrótce:

Podsumowania:
Liczyć przeczytanych nie będę, zwłaszcza że przez ostatnie intensywne miesiące nie udało mi się zapisywać dokładnie, co przeczytałam (w zakładce "Przeczytane") - ale i bez tego uważam, że nie ilość w lekturze jest najważniejsza. Poza tym liczba książek w moim przypadku jest mniej więcej stała - w roku 2012 więcej było klasyki, co mnie cieszy (choć nie tak dużo, jak bym chciała, a dominowała klasyka dziecięca).
Najlepsze książki przeczytane w 2012 r.:
Literatura współczesna - "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk. Uwielbiam tę Autorkę, więc wybór oczywisty, a do tego książka porusza tematy bardzo mi bliskie. Odradzam tym, którzy szukają po prostu kryminału, bo nie o intrygę kryminalną w tej powieści chodzi.
Nawiasem mówiąc, po raz trzeci z rzędu książką roku zostaje u mnie książka polskiej pisarki (poprzednio Przedpełska-Trzeciakowska i Szejnert).
Klasyka - "Stryj Silas" Josepha Sheridana Le Fanu. Może to nie najbardziej ambitny wybór (powieść gotycka), ale za to jak porywający.
Najlepszy film obejrzany w 2012 r. (niekoniecznie w tym roku nakręcony):
ex aequo Jak spędziłem koniec lata / Kak ya provel etim letom, reż. Aleksei Popogrebsky, Rosja 2010 i Jestem miłością / Io sono l'amore, reż.  Luca Guadagnino, Włochy 2009

Postanowienia są proste i oczywiste:
1. Czytać swoje książki, oczekujące wiernie w kolejce.
2. Korzystać z lokalnej biblioteki (mam taką, tuż za rogiem, nie mogę się doczekać, aż do niej wejdę i chyba celowo odwlekam tę przyjemność).
3. Kupować jak najmniej i tylko sprawdzone pozycje, do których na pewno wrócę (ostatnio niestety poległam na promocji weltbildu i nabyłam dwie pozycje pani Gaskell, ale po pierwsze - to było jeszcze w grudniu, po drugie - to przyjaciółka Charlotty Bronte, więc chyba sami rozumiecie, że musiałam).
4. Nie marnować czasu na czytadła, chyba że są to naprawdę wyjątkowo dobre czytadła (tzn. odprężają zamiast irytować - ostatnio dość szybko rozprawiłam się z "Natalii 5" Rudnickiej, uznając że szkoda mi czasu, choć wiem, że nieco fanek na blogach jest).

Życzenia
Jak zawsze - wszystkim molom książkowym życzę odkryć literackich, które rzucają na kolana

****

Obiecuję w najbliższym czasie dodać wpisy bardziej na temat książek niż remontów, odpowiedzieć na zaległe komentarze, a na razie uciekam i znikam w oparach opalarki do drewna (do niedawna żyłam w blogiej nieświadomości istnienia takiego przyrządu).
Na prośbę Audeo dodam tylko, że przygotował on do nieodpłatnego pobrania audiobooka (TUTAJ) "Pies Baskervillów" Sherlocka Holmesa, a jako że to w moim mniemaniu lektura obowiązkowa, zachęcam do skorzystania.


Komentarze

  1. Bardzo, ale to bardzo!, podobają mi się Twoje postanowienia! Chyba same muszę sobie takie spisać... ;-) Życzę powodzenia w ogarnianiu mieszkania. Z niecierpliwością czekam na recenzje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Mam tylko nadzieję, że postanowienia nie pozostaną tylko na piśmie, ale uda mi się je wprowadzić w życie.

      Usuń
  2. Lily życzę szybkiego zakończenia remontu i czasu by móc w spokoju zasiąść pod kocykiem z ciepłą herbatką i książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, to w tej chwili moje ogromne marzenie - herbatka, kocyk, książka i kilka godzin błogiego spokoju... :)

      Usuń
  3. U nas też trwa remont, szczęście w nieszczęsciu polega na tym, że jestm chora i mam L4:). O internet zadbaliśmy jeszcze przed przeprowadzką - kupiliśmy sobie kartę SIM Aero i modem, bo sieć jest nam bardzo potrzebna. Natomiast od końca grudnia do jutra myjemy naczynia w wannie. Na mam nawet czasu na czytanie, tym bardziej na blogowanie, bo ciagle sprzątam:(.
    Powodzenia życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem w ciąży i też na zwolnieniu, ani fizycznie, ani psychicznie nie podołałabym w tym momencie jeszcze pracy. To też szczęście, bo inaczej, to chyba byśmy remont musieli nocami robić. Co do naczyń wannie - wkrótce pójdę w twoje ślady, pewnie jeszcze w tym tygodniu :) Sprzątanie to niekończąca się historia, gruz pojawia się samoistnie wszędzie i jest niezniszczalny... Nawet laptopa mam równomiernie pokrytego pyłem :/

      Usuń
  4. Na razie książek nie ma co rozpakowywać, bo się tylko niepotrzebnie zakurzą.
    Oby remont przeszedł sprawnie, życzę z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet mi to do głowy nie przyszło :) Na wierzchu mam listy Lema i Mrożka oraz dwie powieści Gaskell, niedawno zakupione, już po przeprowadzce. Wszystko to cegły, więc z literackiego głodu nie umrę, no a na kindelku to już w ogóle zapas...
      Dzięki, robimy co możemy, musimy zdążyć przed kwietniem :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)