Całun dla pielęgniarki

Znów wpadłam w kryminalny ciąg, to mi się często zdarza zimą. Nie mogę się jakoś zabrać za żadną inną książkę - musi być zbrodnia. Pisarkę Phyllis Dorothy James zamierzałam poznać już od dawna - w końcu tworzyła klasyki angielskiego kryminału, plasuje się ją na drugim miejscu za Agathą Christie - ale jakoś się nie składało. Na szczęścia trafiłam w bibliotece na Całun dla pielęgniarki, 4. tom serii o komisarzu Adamie Dalglieshu ze Scotland Yardu. Fakt, że jest to kolejny tom serii, odkryłam dopiero po przeczytaniu powieści, kiedy szukałam o niej informacji, nieznajomość poprzednich tomów nie przeszkadza cieszyć się treścią, spokojnie można czytać ten kryminał jako pierwszy.

Angielskie "kryminalistki" są mistrzyniami atmosfery. Angielska pogoda tworzy idealne tło dla morderstw, aż dziwne, że przestępczość na wyspach nie jest większa ;) Jest styczeń, zimny, deszczowy i wietrzny. W szkole dla pielęgniarek Nightingale House to dzień wizytacji inspektorki z Naczelnej Rady Pielęgniarskiej. Szkoła znajduje się przy Szpitalu im. Johna Carpendar, ale jest raczej niezwykła - znajduje się na rozległym terenie porośniętym mieszaniną lasu i dzikiego ogrodu, w wielkim i starym wiktoriańskim domu z czerwonej cegły, zwieńczonym blankami i ornamentami, z wielką oranżerią. Aż się prosi o jakąś krwistą tragedię, prawda?

Kiedy inspektorka Muriel Beale przybywa na miejsce wizytacji, okazuje się, że większość uczennic i nauczycieli choruje na grypę. Lekcja pokazowa prowadzona jest przez zastępczą nauczycielkę, w gronie zaledwie siedmiu studentek, ale dostarcza aż za wielu wrażeń - jedna z uczennic umiera w trakcie. Morderstwo, drastyczne samobójstwo czy nieszczęśliwy wypadek? Policja próbuje rozwikłać tę zagadkę, ale kiedy wkrótce ginie kolejna uczennica (kolejna zbrodnia czy samobójstwo morderczyni?), Scotland Yard przybywa na pomoc. Komisarz Adam Dalgliesh próbuje odnaleźć się w zamkniętym małym świecie, który aż kipi od sekretów. Przymusowa bliskość osób, które uczą się i mieszkają na niewielkim terenie szkoły, sprawia, że każdy nieświadomie posiada fragment układanki. Komisarz musi je odnaleźć i złożyć w spójną całość...

Bardzo mi się podobało, na pewno sięgnę po inne tomy. Bardzo angielski w klimacie (to lubię), bardzo wciągający, nieco staroświecki. Wydany w 1971 r., a więc ponad 40 lat temu, opowiada o czasach, które wydają się niezmiernie odległe - choćby dlatego, że wiele studentek rezygnowało z zawodu natychmiast po wyjściu za mąż, aby poświęcić się prowadzeniu domu, a ślub brały często zaraz po ukończeniu szkoły. Staroświeckość widoczna jest także w sposobie prowadzenia fabuły, zwłaszcza w rozwiązaniu zagadki - bez efektownych pościgów i innych fajerwerków, które występują obowiązkowo we współczesnych kryminałach. Mnie to nie przeszkadza, więc - polecam.

P.D. James, Całun dla pielęgniarki, wyd. Baobab 2004.
Bardzo podobała mi się strona graficzna wydania, jeszcze podkreślająca staroświeckość. Niedawno wznowienie wydało wydawnictwo W.A.B, w bardziej współczesnej oprawie.

Komentarze

  1. Brzmi świetnie, odpisuję tytuł i poszperam w katalogach okolicznych bibliotek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja odpisuję nazwisko :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)