12 grudnia 2011

KLASYKA MŁODEGO CZYTELNIKA

Lands Of Enchantment - Boy Reading Age Of Chivalry
Norman Rockwell (1894–1978)

Dziecko czyta inaczej
Pamiętam z dzieciństwa targowanie się z mamą o to, ile stron mogę przeczytać przed zgaszeniem światła. Zgadzałam się na 10, a potem połykałam dwadzieścia... Nie łamałam zasad złośliwie. Po prostu po otwarciu książki tonęłam w akcji do tego stopnia, że traciłam kontakt z rzeczywistością. Z Mary Poppins spacerowałam po parku, z Łucją przechodziłam przez szafę do Narnii, z doktorem Dolittle rozmawiałam ze zwierzętami, ze Stasiem i Nel przedzierałam się przez Afrykę, z Sarą marzłam i głodowałam na poddaszu pensji panny Minchin. Coraz częściej uświadamiam sobie z żalem, że teraz nie potrafię już całą sobą oddać się lekturze. Kiedyś każda książka to był nowy świat. Teraz powieść to tylko coś wykreowanego przez człowieka, tak samo omylnego jak ja. Czepiam się stylu, bohaterów, zakończenia. Już nie akceptuję ich bezkrytycznie, jak dawniej. Jasne, dorosłam, zmądrzałam i nie ma powrotu do dzieciństwa. Ale możliwy jest powrót do dziecięcej literatury...

Lubię spisywać listy
Kiedy zaczęłam moją akcję czytania klasyków, spisałam listę pozycji do przeczytania (dostępną dla wszystkich tu). Świadomie nie uwzględniłam w niej klasyki literatury dla dzieci. Teraz jednak nabrałam na nią ogromnej ochoty. Zabrałam się z zapałem za tworzenie nowej listy (uwielbiam to ;) ) i... okazało się to nie takie proste.

Trudna kwestia kanoniczna
Co właściwie decyduje, że książka należy do kanonu? Czy to, że jest znana w wielu krajach? To, że jest stara i sporo pokoleń się na niej wychowało? Moja lista sięgnęła 25 stron objętości (!), bo okazało się, że większość pisarzy tworzących dla dzieci była niesamowicie płodna. Chyba tylko Anna Sewell, autorka książki Black Beauty, napisała jedną jedyną książkę. Większość ma na swoim koncie po kilkadziesiąt, a niektórzy nawet ponad 100 pozycji! Spróbowałam wprowadzić jakieś radykalniejsze kryteria, ale nie potrafię. Lista będzie gigantyczna, ale znajdą tam miejsce zarówno autorzy znani w wielu krajach, jak i ci mniej znani, ale nagradzani prestiżowymi nagrodami*, a także zapomniani, ale w dawnych czasach niezwykle poczytni. Oczywiście nie wpisuję na nią każdej książki napisanej przez autora - w przypadku płodniejszych ograniczam się o tych najbardziej znanych dzieł, a często tylko do polskich tłumaczeń. 

Czy Harry Potter to już klasyka?
Druga kwestia to zakres czasowy - czy 'klasyki' to tylko powieści stare? Jeśli tak, to sprzed ilu lat? Ja będę się upierać, że Harry też jest klasyką. Można go nie lubić, ale trudno odmówić mu ogromnego wpływu na współczesną kulturę i dziecięce umysły. Dlatego na mojej liście znajdą się pozycje wydane do końca XX w., a późniejsze tylko jeśli są kontynuacjami (czyli kolejne tomy Harrego, Serii Niefortunnych Zdarzeń itp.).

Dręczeniu zwierząt mówimy nie
Zdumiewa mnie nieprawdopodobna liczba książek opowiadająca o biednych dręczonych zwierzątkach, zwłaszcza zaginionych pieskach. Nic na to nie poradzę, ale żywiołowo ich nie znoszę. Najbardziej znienawidzona przeze mnie w dzieciństwie książką był Biały Bim, czarne ucho, a zaraz po niej plasował się Roczniak. Na mojej liście się znajdą, ale nie zamierzam do nich wracać.

Co czytały dzieci dawno dawno temu?
Kiedy pierwszy raz czytałam Jane Eyre zastanawiało mnie, dlaczego jako mała dziewczynka ogladała "Historię ptaków brytyjskich" zamiast książeczki dla dzieci. Odpowiedź przyszła teraz - dawniej literatury dla dzieci była bardzo mało, a jeszcze dawniej nie było jej wcale! Pierwsza powieść anglojęzyczna skierowana do dzieci to, wg Wikipedii, The Governess, or The Little Female Academy, napisana przez Sarah Fielding (siostrę Henry'ego Fieldinga) w 1749 r. 

Wcześniej istniały oczywiście baśnie i bajki, opowiadane dzieciom przez niańki i piastunki. Później pojawiły się książki z bajkami - autorstwa La Fontaine'a, Perraulta i Madame d'Aulnoy (XVII w.), ale niekoniecznie były one kierowane do małych czytelników. La Fontaine pisał dla dorosłego odbiorcy, chociaż oczywiście czytelnicy uznali, że jego dzieło jest, za sprawą licznych morałów, znakomitym narzędziem do edukacji dzieci. 30 lat po nim wydal swoje baśnie Perrault, kierując je już do dzieci (może dlatego, że po śmierci żony sam wychowywał kilkoro). Opublikowane w tym samym roku baśnie Madame d'Aulnoy były natomiast przeznaczone do opowiadania w salonach - nie nadawały się dla uszu dzieci...

W XVIII w. było już nieco lepiej, na samym początku pojawiło się w Europie tłumaczenie Baśni z tysiąca i jednej nocy. Młodzież nadal jednak czytywała książki pisane do dorosłego czytelnika. Triumfy święcili: Robinson Crusoe i Guliwer. Wiek XIX rozpoczął się brawurowo od Bajek dla dzieci braci Grimm, a potem było już tylko lepiej... Oczywiście, nadal wiele książek pisanych było bez podziału na grupy wiekowe - Juliusza Verne, Dickensa i Dumasa czytywali wszyscy. Ale literatura typowo dziecięca wreszcie rozkwitła. Zaczęły powstawać książki dla dziewczynek i książki dla chłopców, książki dla maluchów i dla "młodych dorosłych". Liczba książek dla dzieci napisanych w XX wieku przyprawia o zawrót głowy - a raczej przyprawiłaby, gdyby ktoś się podjął liczenia. A ostatnio, na początku wieku XXI, coś się zaczęło psuć...

Chyba się starzeję
Mam wrażenie, że ostatnio książki dla dzieci zatraciły swoją magię. Oglądam książki dla maluchów i albo mamy tam komercyjne pozycje w rodzaju Barbie tańczącej na lodzie, albo edukacyjne książeczki o przezwyciężaniu strachu przed przedszkolem, tudzież ekstrema o kupie i robalach. Na pewno są bardzo przydatne (pomijam te z Barbie), ale... hmmm, jakoś trudno uwierzyć, że dziecko będzie je po latach wspominać z rozrzewnieniem.
Podrośnięta latorośl z kolei wpada w łapy, przepraszam, w objęcia urodziwych wampirów, upadłych aniołów, nawróconych demonów i innych stworów. Co książka, to kalka. 
Może się zestarzałam i nie potrafię docenić współczesnych pozycji. A może po prostu publikuje się tak dużo, że wartościowe książki giną w natłoku, zwłaszcza w obliczu nachalnej promocji tego, na czym da się zarobić.

Bunt
Ja w każdym razie czuję opór i uzewnętrznia się on w chęci powrotu do starych dzieł. Lista klasyki dla młodego czytelnika (także - młodego duchem) niedługo się pojawi w osobnej zakładce, ale o tym - w kolejnym wpisie.

* O nagrodach dla książek dla dzieci możecie poczytać tu:

15 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa notka! Ja na szczęście dużo czytałam jako dziecko, ale gdy teraz zdarza mi się czytać jakąś książkę dla dzieci, to mam jakieś takie poczucie żalu, że kiedyś by mnie to zachwyciło i wciągnęło, dokładnie jak to opisałaś, a teraz już na to za późno. Ale, ale - czytałaś może Alana Bradleya? Niedawno skończyłam "Zatrute ciasteczko" i przez jakiś czas potem zastanawiałam się, jak by to było zaprzyjaźnić się z główną bohaterką i jakie przygody byśmy razem przeżywały:-) Wprawdzie Bradley to tak na moje oko od 14 w górę dopiero (chociaż, czy ledwie jedno morderstwo zrobi na dzisiejszych młodszych czytelnikach jakieś większe wrażenie? Nie sądzę...)ale z kolei jak na książkę stricte dla dorosłych jest jednak troszkę zbyt infantylny, więc pod dziecięcą jeszcze się zalicza:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Panna Emilka - tak, też tak mam. Teraz właśnie zaczęłam czytać starą szwedzką książkę, której nie miałam okazji poznać w dzieciństwie, i mimo że jest świetna, wiem, że 20 lat temu odebrałabym ja w inny sposób, przeżyłabym ją o wiele głębiej, zaprzyjaźniłabym się z bohaterami. A teraz... po prostu czytam.

    Bradleya znam, czytałam dwie pierwsze części - na blogosferze jest sporo dorosłych fanów Flawii :) Podobało mi się, ale się powtórzę - pewnie dawniej wrażenie byłoby większe.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa notka. Ja jakoś ominęłam Mary Poppins w swoim czytelniczym życiu. Chyba nadrobię jak sama dorobię się potomstwa ;)
    A co do kwestii, że książki już Cię tak nie wciągają, jak w dzieciństwie - może nie chodzi o to, że jesteś bardziej krytyczna, tylko że nie znalazłaś na tyle fascynującej fabuły?

    OdpowiedzUsuń
  4. Lilithin - nadrób koniecznie Mary Poppins, nawet i bez dzieci! :)
    Nie, rzecz nie w braku dobrych książek. Wiele uważam za doskonałe, jest kilka, do których wracam i zawsze potrafię w nich zatonąć, tracąc świat z oczu. Zresztą mało prawdopodobne, żebym w dzieciństwie trafiała wyłącznie na książki fascynujące, a teraz wyłącznie na przeciętne ;) To mój odbiór jest inny niż w dzieciństwie.
    Wydaje mi się, że chodzi tu właśnie o krytycyzm, który dzieci mają rozwinięty w mniejszym stopniu albo wcale. A także inny sposób patrzenia na książkę. Przykładowo, jako dziecko powiedziałabym, ze Mary Poppins jest cudowna. Teraz - że P.L.Travers była świetną pisarką. Kiedyś Mary była dla mnie prawdziwsza niż jakieś tam nazwisko, mało ważne, zapisane na okładce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm, a może zrobilibyśmy taki projekt, blog "klasyka młodego czytelnika", gdzie przypominalibyśmy te "stare" niezapomniane dzieła literatury dziecięcej i młodzieżowej?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też mam spore braki w literaturze dziecięcej, ale moim zdaniem to jest nie do odrobienia - tak jak piszesz, teraz już patrzymy z innej perspektywy. Dlatego wolę wracać do ukochanych książek z dzieciństwa niż czytać nowe dla dzieci.

    A Harry'ego bym klasyką na pewno nie nazwała. Dla mnie klasyka to coś, na czym wychowują się przynajmniej dwa pokolenia. Jeśli moje dzieci będą się nim zachwycać tak samo jak dzisiejsi czytelnicy, to ewentualnie... Chociaż nie wiem, czy ta książka przekazuje jakieś ponadczasowe wartości. Jest przyjaźń, ok, ale Harry przez siedem tomów dyszy chęcią zemsty - to jest wzór do naśladowania?

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnesto - osobny blog mógłby być dobrym pomysłem - na pewno przydałby się rodzicom, którzy chcieliby wiedzieć, co podsuwać dzieciom. Albo po prostu czytelnikom młodym duchem :) Tylko musieliby się znaleźć chętni do zamieszczania wpisów. Ja na pewno będę czytać i recenzować, ale nie ma sensu otwierać nowego bloga tylko dla mnie jednej ;)

    Książkozaur - w pewnym sensie jest nie do odrobienia, ale i tak będę próbować. Zbyt mi żal wszystkich, które mnie ominęły ;)

    To prawda, że dobrze byłoby sprawdzić, czy Harry pozostanie znany i czytany w kolejnych pokoleniach. Pewnie za wczesnie na nazywanie go klasyką. Niemniej pozostawie go na mojej liście jako książkę ważną na przełomie wieków.

    Nie zgodzę się jednak, by Harry dyszał żądzą zemsty. Żądzą zemsty to dyszał Voldemort, Harry próbował tylko ratować przed nim swoich bliskich i nie był szczęśliwy z powodu tego, że musi zostać przymusowym bohaterem. Cenię tę książkę właśnie za głębię, którą Rowling nadała głównemu bohaterowi. Harry nie jest jednowymiarowy, ma chwile załamania i zwątpienia, ale zawsze pamięta, że są wartości, których należy bronić. Pod tym względem jest zdecydowanie wzorem do naśladowania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mama przechodząc obok mojego pokoju wołała, żebym zgasiła światło, wtedy brałam pod kołdrę latarkę i czytałam; "Powrót Lessie", "Szatana z siódmej klasy", etc...

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację, każde dziecko czyta inaczej... co gorsza coraz rzadziej chce czytać (zresztą pisałam o tym w swoim referacie). Może to zdziwić, ale jak chodziłam do podstawówki wcale nie chciałam czytać książek, wolałam wdrapywać się na drzewa, obserwować ptaki i bawić się wymyślonymi zabawkami, które sama robiłam. Wolałam aktywność, niż "bezczynne" czytanie ;)

    "Harry Potter..." jest już dla mnie klasykiem i zawsze pozostanie. Swoim dzieciom na pewno będę czytać przygody tego sympatycznego czarodzieja :D

    Myślę jednak, że jest jeszcze wiele książek dla dzieci, które mają swoją magię. Mimo, że zmieniła się forma (autorzy coraz częściej bawią się nią, przekształcają i urozmaicają), ale czy i współczesne dzieci nie są inne niż te dziesięć czy dwadzieścia lat temu?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja niby cały czas dziecko, ale również zostałam porwana przez wampiry, upadłe anioły, czy nawet najzwyklejsze w świecie obyczajówki, przeznaczone dla dorosłego czytelnika. Jednak cały czas wspominam cudowne chwile spędzone z "Małą księżniczką", czy książkami Lindgren.
    Moja młodsze kuzynka (dziecko antyksiążkowe) również w jeden wieczór pochłonęło przygody Sary. Więc magia cały czas działa i żadna Barbie jej nie przebije:D

    Co do pomysłu zaproponowanego przez Agnesto, ja bardzo chętnie, również piszę się, obiema rękami normalnie:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Agata Adelajda - ech, a ja nie miałam latarki... :)

    Pandorcia - pewnie jest też wiele świetnych współczesnych książek, a ja ich nie znam, bo po prostu "dziecinnych" nowości nie czytam. Poznam je chyba, jak będę mieć własne dzieci. A Harrego też im na pewno podsunę :)

    Mery - właśnie dlatego chciałabym jak najszerzej rozpropagować klasykę dla dzieci, bo są tam pozycje tak magiczne, że żal ich nie poznać.
    Skoro też jesteś chętna, to chyba założę osobnego bloga na wpisy o klasyce dla młodych czytelników i obie z Agnesto będziecie mile widziane jako autorki wpisów :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to czekamy na nowego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Podobnie jak Ty tęsknię za tym cudownym stanem - bezkrytycznym zanurzeniu się w książkowycm świecie. Wtedy nie było oceniania, kręcenia nosem... książka po prostu pochłaniała bez reszty ;) Niestety, dzieciństwo to stan, który nigdy nie wróci :)

    Oczywiście, że "Harry Potter" jest już klasyką! :D Namieszał wiele w czytelnicwtei na całym świecie i miesza dalej, zbiera co raz to nowych wielbicieli :)

    Czekam na Twoją listę klasyki dziecięcej. Na pewno będzie skrupulatna, dopracowana i wyjątkowa :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mery - już się robi :) Ale ruszy pewnie od stycznia.

    Przyjemnostki - mimo wszystko chyba zakończę moją listę na latach 80. XX w. Harry Potter Harrym Potterem, ale w innych książkach z tego okresu już się za dobrze nie orientuję i nie wiem, co podciągać pod ważne pozycje.
    Dzięki za zaufanie :) Lista na pewno będzie drobiazgowa. Jest tak dłuuuuuuuga, że będzie podzielona na trzy części. Ale na pewno ciekawa, samo tworzenie sprawia mi frajdę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy29.1.13

    Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...