Gdzie wszyscy się biją, czytelnik korzysta

Sagę Martina poznaję w dziwnie pokręcony sposób. Najpierw przeczytałam pierwszy tom, "Grę o tron" (o czym pisałam TU) - podobało mi się bardzo, ale nie aż tak bardzo, jak miałam nadzieje po wszystkich zachwytach na blogach. Potem obejrzałam pierwszy sezon serialu i zachwytu sama doznałam oraz zostałam nieuleczalną fanką (wrażenia TU). Ekranizacja, bardzo wierna powieści, w jakiś sposób uzupełniła to, czego mi w oryginale zabrakło, uwiarygadniając dla mnie całą historię. zwykle to się nie zdarza, bo jednak zawsze książka jest dla mnie ważniejsza niż film.

Będąc pod wielkim wpływem pierwszego sezonu, nie potrafiłam się powstrzymać i od razu obejrzałam drugi, ekranizację "Starcia królów" - który ugruntował mój zachwyt. Ale po drugi tom powieści sięgnęłam dopiero teraz, kiedy na horyzoncie majaczy się już sezon trzeci. Dziwna taka przeplatanka mi wychodzi i prawie możecie robić zakłady, czy zdążę/zechcę przeczytać trzeci tom przed wejściem na ekrany trzeciego sezonu. Ja sama nie wiem.

I nie wiem, czemu nie wiem, bo drugi tom książkowy podobał mi się szalenie, bardziej niż pierwszy - mimo że całą akcję znałam już z serialu (zdumiewająco wiernego). A może właśnie dlatego. Nie potrafię w tym przypadku odebrać dzieła książkowego jako zupełnie odrębnego od ekranizacji. Wszyscy bohaterowie mają dla mnie twarze aktorów filmowych - nie chcę i nie próbuję wyobrażać ich sobie inaczej. Dochodzi do takich paradoksów, że szalonym smutkiem napełnia mnie (uwaga, mały spoilerek) wątek zmiany fizjonomii przez Jaqena H'ghara, bo mimo że pomysł rewelacyjny, to ja miałam słabość do aktora, który grał "pierwszą wersję", Toma Wlaschihę.

Streszczenie sobie daruję - ogólnie można powiedzieć, że wszyscy się tłuką o opustoszały po śmierci króla Roberta tron, ale taki skrót fabuły nie oddaje nawet procenta jej uroku, a gdybym chciała opisać wszystkie wątki, stworzyłabym druga sagę. Zresztą, większość czytała/oglądała przede mną, a ci, którzy się jeszcze uchowali, powinni natychmiast wyłączyć internet i biec z książką na fotel...

Komentarze

  1. A ja jestem jedną z tych osób, która nie czytała ani jednej książki Martina, serialu widziałam pierwszy odcinek, ale to jednak nie moje klimaty, także pozostanę przy tym co lubię:)Ale ja zawsze w obliczu fantasy i fantastyki byłam bardzo oporna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę. Są gatunki, które też mnie nie pociągają i zmuszać się nie będę, nawet żeby wszyscy dookoła mdleli z zachwytu.

      Usuń
  2. Ja się zachwyciłam Martinem przed serialem. Miałam pierwszy tom z biblioteki, wzięty bez żadnych oczekiwań. Przeczytałam i pobiegłam po następne. Okazało się, że nigdzie ich nie ma, bibliotekarka była zaskoczona, że to jest cykl, a ja zaczęłam wtedy kompletować swoje własne egzemplarze. A teraz niecierpliwie czekam na koniec, którego niestety nie widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja bym wolała poznawać serie na tyle wolno, żeby ten koniec się pojawił. Bo nie chcę potem siedzieć bezczynnie i czekać - napisze go Martin w końcu czy nie... Ale chyba nie będzie taki i napisze ;)

      Usuń
  3. Ja jestem zdania, że jednak lepiej najpierw przeczytać. Sama kiedy przeczytałam pierwszy tom nabrałam takiej strasznej ochoty na serial, że natychmiast go sobie zakupiłam na DVD. I książka i film mają niesamowity klimat. No i rzeczywiście teraz już trudno mi wyobrażać sobie bohaterów inaczej, niż to zrobiono w filmie. Nie zgodzę się natomiast, że serial jest "wierny" wersji książkowej - w drugim sezonie pojawiają się coraz większe odstępstwa od powieści, co jednak zupełnie niczemu nie przeszkadza i tylko dodaje smaczku i serialowi i książce. Jestem ciekawa jak to będzie wyglądać w trzecim sezonie, a moim zdaniem "Nawałnica mieczy" jest częścią najlepszą, najbardziej dramatyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam drugi sezon już jakiś czas temu, wiec rozbieżności mogły mi umknąć. Na pewno w serialu pojawiły się pod koniec sceny, których w książce nie było, ale założyłam, że wzięli je z kolejnego tomu, nie wiem, czy słusznie. Poza tym zauważyłam jeszcze parę odstępstw (np. w wątku Aryi), ale wydały mi się fabularnie uzasadnione (jakoś trzeba upchnąć akcję w określoną liczbę odcinków, odpowiednio stopniować napięcie itp., film rządzi się swoimi prawami) i nie "gryzły" mi się z pierwowzorem.
      Ech, może jednak siegnę od razu po trzeci tom, skoro piszesz, że najlepszy...

      Usuń
  4. Cóż, prawda jest taka, że im dalszy sezon Gry o tron, tym bardziej mija się on z literackim pierwowzorem. Osobiście wszystkie dotychczas wydane tomy mam już dawno za sobą i prawda jest taka, że bardziej czekam na premierę kolejnego tomu, The Winds of Spring, niż na kolejny sezon serialu. Sam serial lubię, dobrze się go ogląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że wyszły dopiero dwa sezony, trudno wyrokować, czy następne też się będą mijać (coraz bardziej). Poza tym, jak napisałam w komentarzu wyżej, film ma swoje prawa, serial nie musi być idealną kopią książki, ale dla mnie sens i wymowę zachował, żadnych drastycznych odstępstw, które nie byłyby uzasadnione wymogami dziesiątej muzy, nie zauważyłam (chociaż może to inaczej wygląda, kiedy zna się kolejne tomy?).
      Na szósty tom na razie czekam spokojnie, bo jeszcze sporo przede mną, a mam nadzieję, że zanim dojdę do szóstego, to i siódmy będzie już z nami :)

      Usuń
  5. Mam podobnie. Jakieś szaleństwo mnie ogarnia, gdy zacznę czytać, to nie mogę o niczym innym myśleć. Jednocześnie wkurza mnie ta książka i fascynuje.
    Jestem w połowie trzeciej części.
    Jednak mnie akurat dużo bardziej podoba się książka, ale oczywiście - serial też jest obowiązkowy. Oglądałam pierwszy sezon, teraz przede mną drugi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, mnie też przy "Starciu królów" ciężko się było skupić na czymkolwiek innym - każdą aktywność chętnie porzucałam na rzecz powieści :)

      Usuń
  6. Ja książkę posiadam od kilku miesięcy, ale ciągle pierwszeństwo maja te od wydawnictw. Ale te ograniczam mocno, dlatego w końcu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie warto odwlekać lektury :)

      Usuń
  7. Ja czekam na 3 serię serialu:) a książki stoją na półce i czasem mnie tylko korci, żeby poznać dalsze losy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja się nie mogę zdecydować, czy wolę się dowiedzieć, co będzie dalej, z książki czy z filmu. Osiołkowi w żłoby dano...

      Usuń
  8. Ha, kręte są drogi prowadzące do "Gry o tron"... Wiesz, że my obie jesteśmy fankami, zarówno książek jak i seriali. Są że tak powiem w tym cyklu momenty słabsze i motywy mniej przeze mnie lubiane, ale i tak całość robi na mnie wrażenie. To co Martin zrobił na końcu "Tańca ze smokami" wykończyło mnie. My z Milvanną czytamy całą sagę tak, jak oglądałyśmy kiedyś "Losta". Mamy swoje teorie kto z kim, po co, i dlaczego :) Aktorzy do serialu dobrani są rzeczywiście świetnie. I tylko martwię się trochę o wiek autora, ale mam nadzieję, że będzie żył długo i szczęśliwie :) Dla dobra nas wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, przypomniał mi się maraton z "Losta" - jak zaczęłam oglądać, to już większość sezonów była "na świecie", więc mogłam lecieć ciurkiem. Tu bym właśnie wolała, żeby już całość była napisana zanim zacznę czytać, ale przepadło... A Autorowi życzę wyjątkowej długowieczności i szybkiego pióra.

      Usuń
  9. Moja przygoda z tą serią też jest taka jakaś niepoukładana. Widziałam dawno temu pierwsze sezon, który mnie zachwycił. Chciałam mieć książkę, więc przyjaciel kupił mi "Starcie królów" zamiast "Grę o tron". Teraz dopiero zaopatrzyłam się w kontynuację sezonu drugiego. Obejrzę z radością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku decyzja "książka czy film" jest naprawdę trudna. Mnie wczoraj znów zaczęła kusić "Nawałnica mieczy" i chyba jednak sięgnę zanim sezon trzeci wejdzie na ekrany. Tylko skończę to, co teraz czytam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)