6 maja 2018

Syn - Philipp Meyer


„Syn” Philippa Meyera od rzezi się zaczyna i na rzezi kończy, tylko kaci i ofiary zamieniają się miejscami. Zamieniają się nimi zresztą wielokrotnie w trakcie opisywanej historii. Rdzenni Amerykanie, osadnicy z Europy, Meksykanie – chorobliwy kołowrotek, w którym nie da się dojść prawdy, kto jest winny, kto ma rację, kto zaczął. Kto atakuje, kto się broni. Cierpią wszyscy, ale trwają w poczuciu, że to jedyne wyjście. Wet za wet, oko za oko – a w niektórych przypadkach  - masakra za postrzelenie.

Epicka saga rodziny McCulloughów, osadników w Teksasie, ale przede wszystkim mocna, wciągająca historia z początków Stanów Zjednoczonych. Niedawno skończyłam „Kolej podziemną” (nie pisałam o niej, nie zachwyciła mnie) i przy „Synu” po raz kolejny uderzyło mnie, że niezwykle młoda historia Stanów Zjednoczonych pisana jest gigalitrami krwi. Dlaczego ludzie, którzy chcą coś zbudować, uzurpują sobie prawo do robienia tego kosztem innych, niszcząc, burząc, zabijając. Od nowa, ciągle od nowa, wojny i zniszczenie. Wiem, truizm. (Ale serio, dlaczego?)

Eli McCullough, który miał okazję być zarówno ofiarą, jak i katem, wyciągnął z tych doświadczeń najwyraźniej jedną lekcję - należy dbać o siebie, swoje interesy, swoją rodzinę, nieważne czyim kosztem. Wziął się z losem za bary, odważnie i bezwzględnie, a jego podejście położyło się długim (i krwawym, oczywiście) cieniem na losach jego potomków.

Bardzo dobra lektura, zostaje w głowie na długo.




















Philipp Meyer, Syn, Wydawnictwo Poznańskie 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Syn - Philipp Meyer

„Syn” Philippa Meyera od rzezi się zaczyna i na rzezi kończy, tylko kaci i ofiary zamieniają się miejscami. Zamieniają się nimi zresztą ...