6 lutego 2013

Jak nie dać umrzeć szarym komórkom

Podobno dobrym sposobem na to - poza czytaniem - jest nauka języków. W związku z kompletnym zakręceniem mojego życia przez ostatnie pół roku, nauka ta leżała i dogorywała. Bardzo jestem na siebie zła, bo nie ma nic gorszego niż zapomnieć to, co człowiek w pocie czoła wcześniej zapamiętywał. Ale naprawdę - pomiędzy wchłanianiem wiedzy na temat ciąży, porodu i obsługi niemowlaków, analizą jakości klejów do płytek i gipsów, demolowaniem i montowaniem na nowo elementów mojego mieszkania nie daję już rady ślęczeć nad podręcznikami. Poza tym samotna nauka nigdy mi nie szla. Wiem, że są ludzie, którzy potrafią uczyć się samemu - z filmów, książek, ćwiczeń, podręczników itp. - proszę o wystąpienie i niech powiedzą, jak to robią. Mnie się nigdy nie udaje. Najpóźniej po kilku tygodniach okazuje się, że zapał zmarł śmiercią naturalną, a czas wolny to mit i legenda.

Na ratunek przyszło mi niespodziewanie Wydawnictwo Cztery Głowy, proponując przetestowanie fiszek do nauki języka hiszpańskiego. Zareagowałam ze średnim entuzjazmem, bo tu przeprowadzka, tu remont, gdzie ja mam głowę do nauki, a do tego fiszki jakoś nie wzbudzały mojego zaufania jako skuteczna metoda nauczania. No, ale dobrze, mogę spróbować, przecież chcę się uczyć, a nowość zawsze kusi. Książek nie recenzuję, bo nie lubię mieć poczucia przymusu, ze akurat muszę czytać to, a nie co innego, ale fiszki to przecież nie książka, si?

Zestaw "Fiszki. Czasowniki dla średnio zaawansowanych", którym zostałam obdarzona, na początku oszołomił mnie rozmiarami. 1050 kartoników. Ponad TYSIĄC. Aż takiej obfitości się nie spodziewałam. Wygląda to mniej więcej tak:



Wystające karteczki to przekładki oddzielające poszczególne kategorie odmian czasowników (odmiana w czasie teraźniejszym, przeszłym dokonanym, tryb łączący, peryfrazy werbalne, rekcja czasownika, zwroty, idiomy i przysłowia). Załączona jest też fiszka z zasadami wymowy, chociaż w moim zestawie znalazła się miła niespodzianka w postaci pyty audio, na której lektor (po akcencie sądząc - native speaker) czyta każdą z fiszek. To akurat bardzo duża pomoc, bo mimo że wymowa hiszpańska jest dość prosta, to dobrze się upewnić, że czytamy poprawnie. Zdaje się jednak, że wersja audio nie jest standardowo dostępna w każdym zestawie, czasem należy ją zakupić oddzielnie.


Fiszki i płyta to nie koniec. Najbardziej zafrapował mnie podręczny zestaw origami, który po złożeniu okazał się pudełkiem MEMOBOX. Do tej formy nauki podeszłam jak pies do jeża, ale okazała się genialna w swej prostocie i skuteczności:



W skrócie nauka z fiszkami wygląda tak: ustalamy sobie jakąś liczbę fiszek, jaką dziennie możemy opanować - najlepiej nie za dużo, u mnie to było 15 (tyle polecają), ale jak ktoś chce, niech bierze jedną dziennie (pudełko starczy mu na parę lat ;)). Utrwalamy w pamięci zawartość, podpierając się wersją audio. Następnie karteczki "naumiane" lądują w memoboksie - w pierwszej jego przegródce. Po czym - rozpoczynamy żmudny proces powtórek i sprawdzania, co nam się udało zapamiętać (niekoniecznie zaraz po nauce, w dowolnej chwili, także w ciągu kolejnych dni i w ogóle kiedy chcemy). Wyciągamy po jednej karteczce z pierwszej przegródki, sprawdzamy, czy pamiętamy (patrząc na stronę polską odgadujemy tłumaczenie/odmianę). Jeśli tłumaczenie jest poprawne, karteczka ląduje w kolejnej przegródce. Jeśli nie, wraca na ostatnią pozycję w przegródce pierwszej. Kiedy wszystkie fiszki są w "dwójce", można ponowić proces, tym razem przenosząc je do "trójki" - i tak aż do końca pudełka. Za każdym razem fiszka, której nie umiemy wraca do przegródki pierwszej. Brzmi to może zawile, ale jest bardzo proste i skuteczne. Powtórki są chyba najnudniejszym elementem uczenia się języków, przynajmniej w moim przypadku, a ten przypomina zabawę i człowiek nawet nie zauważa, że się uczy. Można sobie postawić pudełko pod ręką, na szafce obok łóżka, przy komputerze, na stoliku przed kanapą i wtedy sięga się po karteczki niemal bezwiednie.



Oczywiście, nie jest to "cudowny" sposób nauki języków. Sam zakup i ustawienie sobie fiszek w dowolnym miejscu nie wystarczą, trzeba jeszcze mieć chęć i motywację do nauki, inaczej memobox i tysiąc fiszek pokryją się kurzem. Ja akurat zapał odczuwam, ale że z czasem wolnym marnie, łatwiej mi sięgnąć po kilka karteczek dziennie niż rozkładać zeszyty i podręczniki. A wiedza mi się codziennie zwiększa, może nie w szaleńczym tempie, ale jednak. Nawet wolny stęp do przodu jest lepszy niż nic, bo jak wiadomo, kto stoi w miejscu ten się cofa. W dodatku - akurat nauka słówek to moja pięta achillesowa. Lubię gramatykę, zasady budowania czasów mogę analizować z przyjemnością, chętnie czytam dowolnie nudne czytanki, ale nie znoszę uczyć się "vocabulario". Sposób z fiszkami jest zdecydowanie lepszy niż zwykła lista słówek w zeszycie i chociaż nie zastąpi tradycyjnych metod nauki, to z pewnością je urozmaici.

Oczywiście, dostępne są także fiszki z innych języków, choćby angielski, niemiecki i francuski, ale też mniej popularne, np. norweski czy japoński, na różnych poziomach zaawansowania, również wersje dla maturzystów oraz kolorowe z obrazkami dla dzieci. Bardzo zainteresował mnie szwedzki, o którego nauce myślę od dawna - tu dostępny jest tzw.starter, czyli 500 podstawowych słów i zwrotów z wersją audio na płycie CD. Nie jestem jednak pewna, jak sprawdzi się ta forma nauki w przypadku zupełnych początków. Na pewno mogę ją polecić osobom, które już "liznęły" języka i chcą dokształcać się samodzielnie.

Więcej informacji dostępnych jest TUTAJ - można też kupić zestawy, z tego co widzę, to nawet w promocyjnych cenach.

6 komentarzy:

  1. One nie umieraja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje ostatnio owszem :D Remont im nie służy.

      Usuń
  2. Ja mam fiszki od Edgara świetny sposób nauki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem osobą, która nie umie uczyć się języków obcych, nie potrafię tego robić, szybko wszystko zapominam, ale mam za to dużo zapału i uwielbiam się uczyć. Myślę, że takie fiszki bardzo, by mi pomogły :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainteresowałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam że w czasie nauki na studiach sama sobie robiłam fiszki ze słówek i takie przegródki i nawet przyznam to był lepszy pomysł od czytania i powtarzania słówek z listy

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...