29 sierpnia 2010

Zagubiona w czasie

Jeanette Winterson
Dom na krańcu czasu
Wyd. Znak, Kraków 2008
ss. 273 

"- Od czasów rewolucji przemysłowej, która (...) rozpoczęła się od wynalezienia przez Jamesa Watta maszyny parowej w roku 1769, nasz świat porusza się coraz szybciej. Przez większą część swej historii człowiek poruszał się z prędkością własnych nóg, a najwyżej z prędkością konia, którego dosiadł.  Teraz potrafi przelecieć samolotem z jednego końca świata na drugi w ciągu kilku godzin. Jego fabryki wytwarzają w godzinę więcej towarów, niż dawny rzemieślnik mógł ich wyprodukować przez całe życie. Nie wystarczają nam już powolne przemiany pór roku. Teraz hodujemy żywność w sztucznym świetle, nasze kury znoszą jajka przez cały rok, bo nie wiedzą, kiedy jest zima. (...).
To dziwne, bo choć wiek maszyn i komputerów obiecywał śmiertelnikom więcej czasu, w rzeczywistości mamy go jakby coraz mniej. Za szybko zużywamy czas, podobnie jak inne bogactwa Ziemi.
Ludzie nie rozumieją Czasu, ale nim manipulują. W efekcie czas nie jest już taki jak dawniej. Nie można już na niego liczyć.
- To co będzie?
- To się okaże (...)."

Czas przestał nadążać za tempem życia na Ziemi. Zaczął się rwać i giąć. Planetę nawiedzają tornada czasu - zawirowania, w których znikają ludzie, a zamiast nich pojawiają się czasem zjawy z dawnych epok, a czas staje lub gwałtownie przyspiesza. Lepiej nie wychodzić z domu. Zwłaszcza jeśli jest to taki dom, jak Tanglewreck - potężne domostwo zbudowane przez prawie pięciuset laty. Lata świetności ma już jednak za sobą. Jego właścicielka - 11-letnia Silver - nie ma zbyt wiele do powiedzenia, bo o wszystkim decyduje jej okropna ciotka, pani Rokabye, która nie lubi ani domu, ani swej podopiecznej. Rodzice Silver i jej siostrzyczka zniknęli w Pętli Czasu. Życie dziewczynki jest już wystarczająco żałosne - głoduje, a jej opiekunka wykorzystuje ją do najcięższych robót. Jednak los szykuje dla niej jeszcze gorszą niespodziankę. Oto do Tanglewreck przybywa Abel Darkwater, tajemniczy typ, który szuka zegara zwanego Czasomierzem - potężnego narzędzia, które pozwala kontrolować Czas, a które ponoć znajdowało się pod opieką przodków Silver. Po piętach depcze mu demoniczna Regalia Mason alias Maria Profetessa. Silver będzie musiała stawić czoła tym dwojgu i odnaleźć swoje dziedzictwo - podróż, która rozpocznie się w Londynie, będzie wiodła po miejscach, których istnienia nie podejrzewała, od podziemnego świata po odległą planetę...

 Jeanette Winterson jest autorką książek dla dorosłych (których nie znam), a to, według informacji na okładce, jej pierwsza powieść dla młodzieży. Niestety, moim zdaniem, niezbyt udana. Zaczyna się interesująco, ale w rozwinięciu akcji autorka przekombinowała. Próbowała w jedną niezbyt grubą książkę wrzucić taką masę fascynujących przygód, że w pewnym momencie fabuła zamieniła się w kompletny chaos. Czego tam nie ma: dom połączony tajemną więzią z bohaterką, dziwny lud, mieszkający w kanałach po Londynem wraz z mamutem (!), inne planety, szpital psychiatryczny, w którym przeprowadza się eksperymenty, piraci królowej Elżbiety, tajemnice z przeszłości wiodące od Egiptu przez Rzym do Londynu, pałac pełen papieży, przerażająca czarownica-bizneswomen, Czarna Dziura i Droga Mleczna, tajemna prastara organizacja Tempus fugit, potężna firma Quanta i jej knowania z rządem...

Atmosfera początkowo przypomina nieco Mroczne Materie Pullmana, Silver to odpowiednik Lyry, Regalia Mason - Pani Coulter, zaś miejsce Willa zajmuje Gabriel. Jednak tam wszystkie pomysły były zgrabnie połączone, a tu się rozłażą, bohaterowie są dziwnie niespójni. Po pewnym czasie byłam zmęczona tym całym galimatiasem bardziej niż bohaterka. Doczytałam książkę do końca, ale nie odczuwam z tego powodu większej satysfakcji. Nie czuję się też zachęcona do sięgnięcia po pozostałe pozycje tej autorki.

4 komentarze:

  1. Na początku poczułam się zaciekawiona, ale faktycznie, trochę zbyt dużo tych przygód i dziwnych motywów ;)
    Może lepiej Winterson wychodzą powieści dla dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lilithin - starałam się nie zniechęcać za bardzo, bo może jednak komuś się spodoba. Sam pomysł jest ciekawy, bo czas rzeczywiście ostatnio pędzi jak szalony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co piszesz, pomysł rzeczywiście wydaje się niezły, ale połączenie szpitali psychiatrycznych, mamutów żyjących pod ziemią i Drogi Mlecznej to chyba troszkę za wiele;)

    milvanna

    OdpowiedzUsuń
  4. Milvanna - przyhamowanie z pomysłami w trakcie pisanie na pewno wyszłoby tej książce na dobre. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...