15 kwietnia 2013

Słony zapach wodorostów

Susan Fletcher potrafi tak opisywać morze, że czuje się wszystko - zapach wodorostów, szum fal, a nawet trochę chlupania w małych zatoczkach, zimny powiew na twarzy, mokry piasek pod podeszwami stóp... Jest prawdziwym bardem (bardką?) Walii, pisze o niej tak, że marzyłabym o podróży tam, gdyby nie to, że już tam byłam. Ale dzięki temu, że byłam, mogę potwierdzić - właśnie taka jest Walia, pełna melancholijnego, poetyckiego uroku, tak jak i proza Fletcher.

Czytałam jakiś czas temu "Eve Green" tej Autorki, więc wiedziałam, czego się spodziewać, do tego 'Ostrygojady" zbierały kilka lat temu bardzo pozytywne oceny na blogach. Nie zostałam więc zaskoczona wysoką jakością tej powieści - bo takiej oczekiwałam. Ale zostałam zauroczona. Piękna proza, ciekawa fabuła, świetna charakterystyka postaci i niewiarygodnie subtelny opis miłości. Jak nie lubię romansów - co do znudzenia powtarzam - tak drugoplanowy wątek małżeństwa Mojry i Raya to majstersztyk.

Książka niemal w całości ma postać monologu (są fragmenty pisane w drugiej osobie). Główna bohaterka, młoda kobieta imieniem Mojra, opowiada o sobie. Mówi do siostry, która od kilku lat leży w śpiączce. Do siostry, której nigdy nie lubiła, której nigdy polubić nie chciała, a nawet - której istnienia sobie nie życzyła. Próbuje wyjaśnić siebie - może bardziej sobie samej, niż nieświadomej niczego Amy. Opowiada o wszystkim od niespodziewanego przyjścia na świat w łazience rodzinnego domu po próby zniszczenia własnego małżeństwa. Duża część książki rozgrywa się w szkole z internatem dla dziewcząt (wiem, że są fanki tego motywu). Mojra nie budzi sympatii i zdaje sobie z tego sprawę, zawsze była inna, mroczna, zamknięta w sobie, czarownica. Spory talent do unieszczęśliwiania siebie i innych. Czytałam, myśląc sobie, że gdybym była w stanie czuć sympatię do bohaterki, ta książka stanęłaby na półce jako jedna z ulubionych. Ale w pewnym momencie, choć sympatii nie poczułam, nauczyłam się Mojrę rozumieć. I nawet jakbym się przywiązała. I już sama nie wiem, czy chcę się z tą książką rozstawać, czy może zagości u mnie na stałe.



********

Bardzo dziękuję wszystkim za gratulacje i słowa otuchy. Powoli zaczynamy ogarniać rzeczywistość z noworodkiem, bo początki łatwe nie są, oj nie. Przeszliśmy do świata po drugiej stronie lustra i musimy się tu urządzić na nowo. Eliza chowa się zdrowo, a to najważniejsze.



4 komentarze:

  1. Zaintrygowałaś mnie tą książką... Na pewno rozejrzę się za nią, bo widzę, że jest tego warta. A Eliza niech się zdrowo chowa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Książkę zdecydowanie warto przeczytać.

      Usuń
  2. Antypatyczna, ale z drugiej strony fascynująca. Tak bym podsumowała Mojrę.
    Książka podobała mi się bardzo, niekoniecznie muszę lubić główną bohaterkę, bo jakoś dziwnie, ale lubię te "z problemami".

    Niech Eliza zdrowo rośnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy uznałabym ją za fascynującą, ale za to bardzo prawdziwą, z tym swoim wyobcowaniem i pogubieniem i przez ten realizm udało mi się z nią zżyć.

      Dzięki :)

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...