18 sierpnia 2014

Duma, uprzedzenie i zbrodnia

Uwielbiam powieści Jane Austen - nikogo chyba nie zaskoczę tym stwierdzeniem - a najbardziej "Dumę i uprzedzenie". Czytałam ją wielokrotnie, oglądałam (też nie raz) ekranizacje: serial z 1995 r. i wersję z Keirą Knigtley, znam całą historię na pamięć. Niestety stwarza to pewien problem - mam ochotę wrócić do świata Lizzie Bennet, do Pemberley, do wszystkich tych miejsc wykreowanych przez pisarkę, ale jednocześnie przeczytać coś nowego na temat bohaterów. Jednak dalsze ciągi stworzone przez innych pisarzy mnie odrzucają - nawet nie próbuję po nie sięgać, bojąc się srogiego rozczarowania (raz jedyny koleżanka wepchnęła mi w ręce sequel - nie Austen co prawda - "Tajemniczego ogrodu" i było to doświadczenie nader bolesne... ale krótkie, bo zdzierżyłam tylko dwa rozdziały trywializowania ulubionej książki z dzieciństwa).

Nawiasem mówiąc, czytałam ostatnio biografię Jane Austen pióra nieocenionej Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej (polecam!), która twierdziła, że pisarka nie bez powodu kończyła opisywanie losów bohaterów w momencie ślubu. Otóż, mimo że sama nie była zamężna, dość dobrze wiedziała, jak zwykle dla kobiety wygląda małżeństwo, nawet szczęśliwe - ciąża, poród, połóg, ciąża, poród, połóg, ciąża, poród, połóg, ciąża, poród, śmierć w połogu. Takie małżeństwa właśnie obserwowała Jane w swojej najbliższej rodzinie, tak umierały żony jej braci - Elizabeth, żona Edwarda, w jedenastym połogu, Fanny, żona Charlesa, w czwartym, Mary, żona Franka - w jedenastym. Koniec dygresji.

Prawdopodobnie nie sięgnęłabym i po najnowszą (chyba) kontynuację "Dumy i uprzedzenia" - wydaną w 2011 r. powieść "Death comes to Pemberley" P.D. James, angielskiej pisarki kryminałów, którą znam tylko z nazwiska. Tak się jednak złożyło, że najpierw zauważyłam trzyodcinkowy serial BBC z 2013 r., a dopiero oglądając, zorientowałam się, że to ekranizacja. Produkcje tej stacji oglądam w ciemno, więc bez wahania dałam reżyserowi szansę, żeby zabrał mnie na wycieczkę do świata Jane Austen. I to był bardzo dobry pomysł...


Nie mogę oceniać książki, skoro jej nie czytałam, więc opisuję wyłącznie wrażenia poserialowe.

Próby naśladowania obyczajowego pisarstwa Austen wydają mi się niestrawne, bo Austen była jedna jedyna, nad fenomenem jej nieustającej popularności wielu się biedzi, próby dorównywania są skazane na niepowodzenie. Na szczęście P.D. James  nie podjęła się prostego naśladownictwa, tylko napisała to, w czym się specjalizuje - kryminał. Może dzięki temu historia nie wydała mi się wcale naciągana, wierzę w nią bez zastrzeżeń, a do serialu chętnie powrócę.

Akcja ma miejsce w Pemberley, majątku pana Darcy'ego, około 6 lat po zakończeniu "Dumy i uprzedzenia". Pan Darcy i Lizzie tworzą udane małżeństwo - nikt w to chyba nie wątpi, prawda? Mają synka, Fitzwilliama, a wraz z nimi mieszka nadal Georgiana. Trwają akurat przygotowania do balu, przybywają pierwsi goście. Państwo Wikham nie są, rzecz jasna, zaproszeni, ale czy brak zaproszenia kiedykolwiek powstrzymał Lydię od pojawienia się na balu? Przybywają, a wraz z nimi do Pemberley zawita zbrodnia. Niejaki kapitan Denny ginie na terenie posiadłości, pierwszym podejrzanym jest Wikham, co przez bliskie koneksje rodzinne może zhańbić całą rodzinę Darcych.

Film jest, moim zdaniem, bardzo udany - pod względem fabularnym, wizualnym i aktorskim. Niestety, akurat Lizzie jest najsłabszym punktem. Gra ją Anna Maxwell Martin - bardzo dobra brytyjska aktorka, ale nie ma w sobie nic z ikry, która powinna charakteryzować drugą w kolejności pannę Bennet.
(Ale, przyznaję, dla mnie Lizzie wygląda tak...


...i tylko i wyłącznie tak, żadnej innej Lizzie nie przyjmuję do wiadomości...)
W dodatku - serialowa Lizzie ma około 27 lat, a aktorka, która ją gra niemal 10 lat więcej, i bardzo to po niej widać.  Tak wygląda Anna Maxwell Martin jako Lizzie na zdjęciu pozowanym:

 A tak na niepozowanym:


Moim zdaniem nie ma wdzięku austenowskiej bohaterki, ale gra dobrze, a akcja też nie skupia się wcale na niej, więc da się przeżyć. Pozostali aktorzy natomiast zostali dobrani wyśmienicie:

Lydia i George Wickham:

 

Państwo Bennet, rodzice Lizzie:

  

Jane Bingley:


 Georgiana Darcy:


 I na sam koniec :) pan Darcy:



A tu można podejrzeć urocze zdjęcia z planu (klik na obrazek):

http://lilypoppy.livejournal.com/179748.html

10 sierpnia 2014

Łatwa nauka trudnych słówek na dwa sposoby - cz. 2



To mój najnowszy zakup, długo za mną chodził i wreszcie się skusiłam. Słownik obrazkowy wbrew pozorom nie jest przeznaczony wcale dla najmłodszego użytkownika, ale oglądając go czuję się trochę jak dziecko. Jest bardzo ładnie zilustrowany, ogląda się z przyjemnością, słówka też poczytuję z zainteresowaniem, choć nie twierdze, że szalenie potrzebuję do szczęścia takich terminów jak "wąż odmulający" czy "graniatka" (elementy urządzenia wiertniczego). Są tu jednak także przydatniejsze (dla mnie) słówka. Dobrze się sprawdza, jeśli szuka się obcej nazwy, nie znając zarazem polskiej. Poza tym słowo zilustowane o wiele łatwiej wryje się w pamięć, przynajmniej mnie. Ilustracje uporządkowane są według kategorii (m.in. jedzenie i kuchnia, dom, ubiory, nauka, sport i gry). Dostępny jest też pełny słownik, zaawierający 20 tys. haseł, ale co za dużo, to niezdrowo - nawet w wersji podręcznej (10 tys. haseł) jest mnóstwo terminów, których nigdy nie użyję.

 


Teraz kusi mnie jeszcze obrazkowy słownik wielojęzyczny, ale kupię go sobie w nagrodę dopiero, jak się czegoś rzeczywiście nauczę...

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...