1831
Przez pierwsze 50 stron powieści czułam głównie narastające zdziwienie...
Po pierwsze, czytałam dotąd tylko "Nędzników" tego autora i była to niezwykle wciągająca powieść z wartką akcją. Mniej więcej tego samego oczekiwałam więc po "Katedrze...". I się zadziwiłam. Fabuła zamiast biec linearnie, od wydarzenia do wydarzenia, krąży. Nie chronologicznie, ale geograficznie. Dokładniej mówiąc - krąży po Paryżu. Odwiedzamy jakiś budynek, obserwujemy, potem zaglądamy w jakiś zaułek, podglądniemy co się dzieje, przeniesiemy się do kościoła, popatrzymy... Biegają żacy, krążą mieszczki, hałas, gwar, plotki... Tańcząca cyganeczka wzbudza oklaski, mały pokrzywiony brzydal - okrzyki wstrętu, ponury kapłan - cichą niechęć. Zwiedzamy miasto, zaglądamy nie tylko do tytułowej katedry, ale i do zamtuzów, w dzielnice żebraków, do schronienia pustelnicy. Dopiero po dłuższym czasie z tych wszystkich obrazków rodzajowych i podsłuchanych rozmów zaczyna budować się pewna historia...
Po drugie, o losach brzydkiego Garbusa i ślicznej Esmeraldy miałam dotąd dość disneyowskie wyobrażenie. Co prawda nie oglądałam bajki, ale coś mi się tam w głowie zakorzeniło. Po przeczytaniu książki naprawdę nie wiem, w jaki sposób tragiczne losy bohaterów udało się Disneyowi zamienić w bajkę dla dzieci. Wszyscy w tej książce są nieszczęśliwi, targani emocjami, nad którymi nie potrafią zapanować, i dążą nieubłaganie do okrutnego końca. Przyznam, że finał książki zupełnie mnie zaskoczył - nie tego się spodziewałam!
Czytanie książki napisanej w ten sposób zajęło mi dość dużo czasu. Czytając, popadałam to w znudzenie, to w zachwyt. Niemal pokonała mnie księga trzecia (powieść podzielona jest na 11 ksiąg, a każda księga składa się z kilku rozdziałów), która jest w całości opisem Paryża i katedry - ani grama akcji. Przyznam, że po prostu opuściłam ten fragment... Hugo starannie się przygotował do roli przewodnika po średniowiecznym Paryżu, studiując dzieła opisujące to miasto w XV w. Zamierzał stworzyć "malowidło Paryża w XV wieku" i to mu się udało, bo nawet bez drobiazgowych opisów trzeciej księgi Paryż jest właściwie głównym bohaterem. Po lekturze zostaje w pamięci mnóstwo scenek idealnie nadających się na obrazy... Jeśli chodzi o wydarzenia historyczne - Hugo potraktował je swobodnie, zmieniając daty i nazwiska, więc pod tym względem nie należy traktować "Katedry..." jako podręcznika.
Na zakończenie kilka pięknych starych ilustracji do "Katedry...":
| Budynek sądu (Charles-François Daubigny, 1844) |
| Papież błaznów (Edouard de Beaumont, 1844) |
| Quasimodo ratujący Esmeraldę (Aimé de Lemud, 1844) I fotografia tytułowej bohaterki: |




