Nie będzie wcale o krojeniu książek piłą (chociaż zjawisko jest, moim zdaniem, pokrewne), tylko o zbiorkach książek wydawanych przez Reader's Digest. Niby wiedziałam do tej pory, że coś takiego istnieje, ale bliżej się nie zetknęłam, a świadomość, że książki opublikowane w tych zbiorach są "skrócone" kazała mi je omijać szerokim łukiem.
Ostatnio jednak moja siostra przyniosła mi taki zbiorek, który od kogoś pożyczyła, z poleceniem przeczytania jednej z książek. Ona czytała ją kiedyś w oryginale i bardzo jej się podobała - mowa o "Białej ciemności" Jamesa Vance'a Marshalla. Pomyślałam, że nie ma głupich, po prostu poszukam normalnej wersji. Okazało się jednak, że w Polsce w ogóle nie wyszło tłumaczenie całości, a że nie zależało mi aż tak, żeby zdobywać wersję oryginalną, poddałam się i przeczytałam.
Może bym się nie skusiła, gdyby nie tematyka, która przyciąga mnie jak magnes - zagubiona jednostka pośrodku Antarktydy. Przyznaję się do tej grzesznej słabości, datowanej odkąd wpadła mi w ręce książka Alistaire'a MacLeana "Noc bez brzasku". To moje ukochane przygodowe czytadło. Nie ma to jak leżeć pod kocykiem z gorącą herbatką i obserwować bohaterów przedzierających się przez piekielną lodową pustynię... W 1942 r. dziesięcioosobowa brytyjska ekspedycja została wysłana z tajną misją na Antarktydę. Po ponad roku statek odnalazł tylko jednego członka załogi, w stanie skrajnego wycieńczenia. Co stało się z pozostałymi? Jakim cudem James Lockwood przeżył niewyobrażalnie koszmarną zimę praktycznie pozbawiony zapasów żywności? Porucznik wydaje się cierpieć na amnezję i odmawia wyjaśnień, a tymczasem brytyjska admiralicja koniecznie chce uzyskać odpowiedzi.
Niesamowite opisy krajobrazów koła podbiegunowego i tamtejszej fauny sugerują mi, że to była prawdopodobnie dobra książka. Prawdopodobnie - bo co można powiedzieć o pozycji, która oryginalnie miała 250 stron, a w zbiorku RD tylko 130? Tematyka przeciekawa, ale całość robiła wrażenie bryku, notatek na temat - nie da się na dobrą sprawę ocenić ani fabuły, ani języka, co najwyżej pomysł.
Abstrahując już od kwestii, czemu ta praktyka ma właściwie służyć (nie mogę znaleźć żadnego uzasadnienia), zastanawiam się, na czym polega skracanie: wycinają fragmenty ich zdaniem "niepotrzebne"? przeredagowują całość, upraszczając język? Naprawdę ktoś chce mieć coś takiego na półce? Chyba tak, skoro zbiorki wydaje się regularnie od 1950 r. W jednym zbiorku mieszczą się cztery książki, więc może chodzi o oszczędność miejsca...
James Vance Marshall
Biała ciemność /Whiteout
Przegląd Reader's DigestWarszawa 2000, ss. 319-449