Dawno już minęły czasy, kiedy wierzyłam, że film wybrany przez szacowną Akademię jest rzeczywiście NAJLEPSZY, podobnie jak w to, że Miss Świata jest w istocie najpiękniejszą kobietą na naszej planecie. Pomijając już fakt, że pula filmów jest ograniczona do amerykańskich hitów kinowych, to czasem po prostu nie da się wybrać tego naj-naj. W danym roku może powstać kilka arcydzieł i żadne nie jest lepsze od drugiego - są po prostu różne, ale równie dobre.
W tym roku nastąpiła chyba właśnie taka sytuacja. Poziom jest niezwykle wyrównany i każdy film z osobna jest rzeczywiście wart zobaczenia.
W tym roku nastąpiła chyba właśnie taka sytuacja. Poziom jest niezwykle wyrównany i każdy film z osobna jest rzeczywiście wart zobaczenia.
127 godzin / 127 hours
reż. Danny Boyle
Film oparty na prawdziwej historii. Aron Ralston (James Franco) uwielbia samotne wyprawy na łono natury (dzikiej i odludnej). Podczas jednej z wycieczek do kanionu wpada do rozpadliny, z której nie może się wydostać. Ma niewielki zapas wody i świadomość, że nikomu nie zostawił informacji dokąd się wybrał. 127 godzin to czas, jaki spędza, rozpaczliwie walcząc o życie.
Reżyserem filmu jest Danny Boyle, który nakręcił wcześniej Trainspotting i Slumdog Millionaire. Formy nie stracił, film trzyma w napięciu - niech dowodem będzie fakt, że obydwoje z T. podczas oglądania potwornie się stresowaliśmy, że bohater upuści butelkę z wodą i mu się ta resztka wyleje... Brawa należą się także za zdjęcia doskonale oddające nastrój i grę Franco (bo to praktycznie film jednego aktora, został oczywiście nominowany za tę rolę).
Do szpiku kości / Winter's bone
reż. Debra Granik
Ten film zagląda pod podszewkę Ameryki - nie ma tam Hollywood, Białego Domu, supermodelek i całego blichtru. Nie ma nawet mieszczańskiego przedmieścia. Są rudery zagubione w środku lasów, w których żyją ludzie bez marzeń, z dnia na dzień, bez nadziei na jakąkolwiek zmianę.
Sytuacja nastoletniej Ree jest wyjątkowo beznadziejna - obarczona opieką nad małym rodzeństwem i nieporadną matką, dowiaduje się, że jeśli ojciec nie stawi się do sądu, stracą jedyne co posiadają - dach nad głową. Ree decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce i odnaleźć ojca, a nie jest to łatwa misja, bo żyje w miejscu, w którym zadawanie niewygodnych pytań bywa śmiertelnie niebezpieczne.
Realizm został nieco zakłócony przez śliczną buzię, dojrzałość i odpowiedzialność głównej bohaterki, która wydaje się zupełnie nie pasować do otoczenia, jak kwiat, który wyrósł na polu chwastów. Film ma przepiękne zdjęcia, które moim zdaniem powinny zostać nagrodzone - zrobić piękne ujęcia Karaibów to nie problem, ale nakręcić brzydotę tak, żeby wydawała się piękna, to już sztuka. Jest rewelacyjnie zagrany, choć nie pojawiają się w obsadzie znane nazwiska. Kawał dobrej roboty, który niewątpliwie zasługuje na uwagę.
Ten film zagląda pod podszewkę Ameryki - nie ma tam Hollywood, Białego Domu, supermodelek i całego blichtru. Nie ma nawet mieszczańskiego przedmieścia. Są rudery zagubione w środku lasów, w których żyją ludzie bez marzeń, z dnia na dzień, bez nadziei na jakąkolwiek zmianę.
Sytuacja nastoletniej Ree jest wyjątkowo beznadziejna - obarczona opieką nad małym rodzeństwem i nieporadną matką, dowiaduje się, że jeśli ojciec nie stawi się do sądu, stracą jedyne co posiadają - dach nad głową. Ree decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce i odnaleźć ojca, a nie jest to łatwa misja, bo żyje w miejscu, w którym zadawanie niewygodnych pytań bywa śmiertelnie niebezpieczne.
Realizm został nieco zakłócony przez śliczną buzię, dojrzałość i odpowiedzialność głównej bohaterki, która wydaje się zupełnie nie pasować do otoczenia, jak kwiat, który wyrósł na polu chwastów. Film ma przepiękne zdjęcia, które moim zdaniem powinny zostać nagrodzone - zrobić piękne ujęcia Karaibów to nie problem, ale nakręcić brzydotę tak, żeby wydawała się piękna, to już sztuka. Jest rewelacyjnie zagrany, choć nie pojawiają się w obsadzie znane nazwiska. Kawał dobrej roboty, który niewątpliwie zasługuje na uwagę.
Wszystko w porządku / The kids are all right
reż. Lisa Cholodenko
Oto rodzina XXI wieku - przyrodnie rodzeństwo Joni i Laser oraz ich rodzice: mama, mama i dawca spermy. Czy w tak pokręconej konfiguracji można być szczęśliwym? Film, mimo lekkiej, humorystycznej konwencji, rozważa problem całkiem na poważnie. Nie stawia lesbijek ani na piedestale, ani na pozycji grzesznic unieszczęśliwiających dzieci. Rodzina to rodzina - bez względu na płeć przeżywa te same radości i smutki.
Nie wydaje mi się, żeby to był film oskarowy, znalazł się w nominacjach głównie chyba ze względu na odważną tematykę. Warto jednak go obejrzeć, bo jest bardzo sympatyczny i fantastycznie zagrany. Rzadko się zdarza, żeby cała obsada była tak idealnie trafiona. W role matek wcieliły się Julianne Moore i Annette Bening (nominowana za tę rolę), ojca zagrał (wyjątkowo apetyczny) Marc Ruffalo (też nominowany), a dzieciaki - świetna Mia Wasikowska (Alicja w Krainie Czarów) i Josh Hutcherson.

Oto rodzina XXI wieku - przyrodnie rodzeństwo Joni i Laser oraz ich rodzice: mama, mama i dawca spermy. Czy w tak pokręconej konfiguracji można być szczęśliwym? Film, mimo lekkiej, humorystycznej konwencji, rozważa problem całkiem na poważnie. Nie stawia lesbijek ani na piedestale, ani na pozycji grzesznic unieszczęśliwiających dzieci. Rodzina to rodzina - bez względu na płeć przeżywa te same radości i smutki.
Nie wydaje mi się, żeby to był film oskarowy, znalazł się w nominacjach głównie chyba ze względu na odważną tematykę. Warto jednak go obejrzeć, bo jest bardzo sympatyczny i fantastycznie zagrany. Rzadko się zdarza, żeby cała obsada była tak idealnie trafiona. W role matek wcieliły się Julianne Moore i Annette Bening (nominowana za tę rolę), ojca zagrał (wyjątkowo apetyczny) Marc Ruffalo (też nominowany), a dzieciaki - świetna Mia Wasikowska (Alicja w Krainie Czarów) i Josh Hutcherson.

Czarny łabędź / Black swan
reż. Darren Aronofsky
Myślę, że wszyscy już wiedzą, o czym to, a jeśli nie, to odsyłam do mojej recenzji. Ciężki i mroczny film, głęboko zapadający w pamięć. Dla mnie jedyną jego wadą jest to, że już nigdy więcej nie będę chciała go obejrzeć - raz wystarczy mi w zupełności. Natalie Portman została nominowana jako aktorka pierwszoplanowa i jest w tej konkurencji moją zdecydowaną faworytką.
Myślę, że wszyscy już wiedzą, o czym to, a jeśli nie, to odsyłam do mojej recenzji. Ciężki i mroczny film, głęboko zapadający w pamięć. Dla mnie jedyną jego wadą jest to, że już nigdy więcej nie będę chciała go obejrzeć - raz wystarczy mi w zupełności. Natalie Portman została nominowana jako aktorka pierwszoplanowa i jest w tej konkurencji moją zdecydowaną faworytką.
reż. Tom Hooper
Książę Albert się jąka. Dawniej władca z taką przypadłością mógł budzić śmiech dworzan - w epoce radia budzi już śmiech i litość całego kraju. Tymczasem brat Alberta abdykuje, on sam musi wstąpić na tron, a do tego nadciąga nieunikniona wojna i zadaniem króla (pełniącego już wtedy funkcję głównie dekoracyjną) jest podtrzymywanie ducha w narodzie za pomocą płomiennych mów. Jedynym wsparciem Alberta jest jego żona Elżbieta (świetna Helena Bonham-Carter), która wynajduje dla męża ekscentrycznego logopedę, Lionela Logue.
Z tej prostej historii powstał rewelacyjny film, który bawi, wzrusza, krzepi i zachwyca. To mój faworyt w konkurencji "najlepszy film". Doskonały pod każdym względem - świetnie wyreżyserowany, fenomenalnie zagrany, przepiękny wizualnie. Z pewnością obejrzę go jeszcze wiele razy. Obiema rączkami głosuję też za Oskarami dla Colina Firtha za rolę pierwszoplanową i dla Geoffreya Rusha za rolę drugoplanową.
Książę Albert się jąka. Dawniej władca z taką przypadłością mógł budzić śmiech dworzan - w epoce radia budzi już śmiech i litość całego kraju. Tymczasem brat Alberta abdykuje, on sam musi wstąpić na tron, a do tego nadciąga nieunikniona wojna i zadaniem króla (pełniącego już wtedy funkcję głównie dekoracyjną) jest podtrzymywanie ducha w narodzie za pomocą płomiennych mów. Jedynym wsparciem Alberta jest jego żona Elżbieta (świetna Helena Bonham-Carter), która wynajduje dla męża ekscentrycznego logopedę, Lionela Logue.
Z tej prostej historii powstał rewelacyjny film, który bawi, wzrusza, krzepi i zachwyca. To mój faworyt w konkurencji "najlepszy film". Doskonały pod każdym względem - świetnie wyreżyserowany, fenomenalnie zagrany, przepiękny wizualnie. Z pewnością obejrzę go jeszcze wiele razy. Obiema rączkami głosuję też za Oskarami dla Colina Firtha za rolę pierwszoplanową i dla Geoffreya Rusha za rolę drugoplanową.
reż. Christopher Nolan
A gdyby tak można było projektować sny? Cudze sny? A potem zakradać się w nie, żeby wydostać informacje ukryte w cudzym umyśle... Albo zostawiać tam zalążki nowych pomysłów. Tylko jak głęboko można zejść w podświadomość, żeby nie stracić orientacji, co jest jeszcze rzeczywistością, a co wymysłem? I czy można stamtąd wrócić?
Mój faworyt numer 2 (a kto powiedział, że nie można mieć dwóch, co?). Do tego filmu najlepiej pasuje angielskie określenie "mind-blowing". Oszałamiająca mozaika, której elementy powoli układają się na właściwych miejscach, tworząc fantastyczną (we wszystkich znaczeniach tego słowa) całość. Gimnastyka dla mózgu plus świetne zdjęcia i efekty specjalne (scena nieważkości w korytarzu hotelowym - bezcenna).
A gdyby tak można było projektować sny? Cudze sny? A potem zakradać się w nie, żeby wydostać informacje ukryte w cudzym umyśle... Albo zostawiać tam zalążki nowych pomysłów. Tylko jak głęboko można zejść w podświadomość, żeby nie stracić orientacji, co jest jeszcze rzeczywistością, a co wymysłem? I czy można stamtąd wrócić?
Mój faworyt numer 2 (a kto powiedział, że nie można mieć dwóch, co?). Do tego filmu najlepiej pasuje angielskie określenie "mind-blowing". Oszałamiająca mozaika, której elementy powoli układają się na właściwych miejscach, tworząc fantastyczną (we wszystkich znaczeniach tego słowa) całość. Gimnastyka dla mózgu plus świetne zdjęcia i efekty specjalne (scena nieważkości w korytarzu hotelowym - bezcenna).
Prawdziwe męstwo / True grit
reż. Joel i Ethan Coen
Uwielbiam braci Coen. Tak uprzedzam, żebyście wiedzieli, że nie jestem obiektywna.
Film to remake westernu z 1969 r. Czternastoletnia Mattie zamierza dopaść mordercy swego ojca i zaprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości. Dzięki swojej determinacji zyskuje pomocnika w postaci szeryfa "Roostera" Cogburna (Jeff Bridges). Obydwoje wyprawiają się w pogoń za Tomem Chaney'em - przez dzikie ostępy, w których ludzkie życie i śmierć niewiele znaczą. Na dzikim zachodzie człowiek człowiekowi wilkiem. Można by ten film zatytułować "To nie jest kraj dla nastolatek"...
Film jest nieco nietypowy dla tych reżyserskich braci, niemniej wszystkie postaci mają wyraźny coenowski rys. Wydaje mi się, że gdyby to nie był remake, ich piętno byłoby jeszcze silniejsze (może z korzyścią dla filmu). Polecam, nawet tym, którzy za westernami nie przepadają - mnie bardzo spodobał się nieco "odczarowany" dziki zachód, w którym pomiędzy podłymi bandytami i dzielnymi szeryfami musieli znaleźć swoje miejsce także zwykli ludzie.
Film to remake westernu z 1969 r. Czternastoletnia Mattie zamierza dopaść mordercy swego ojca i zaprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości. Dzięki swojej determinacji zyskuje pomocnika w postaci szeryfa "Roostera" Cogburna (Jeff Bridges). Obydwoje wyprawiają się w pogoń za Tomem Chaney'em - przez dzikie ostępy, w których ludzkie życie i śmierć niewiele znaczą. Na dzikim zachodzie człowiek człowiekowi wilkiem. Można by ten film zatytułować "To nie jest kraj dla nastolatek"...
Film jest nieco nietypowy dla tych reżyserskich braci, niemniej wszystkie postaci mają wyraźny coenowski rys. Wydaje mi się, że gdyby to nie był remake, ich piętno byłoby jeszcze silniejsze (może z korzyścią dla filmu). Polecam, nawet tym, którzy za westernami nie przepadają - mnie bardzo spodobał się nieco "odczarowany" dziki zachód, w którym pomiędzy podłymi bandytami i dzielnymi szeryfami musieli znaleźć swoje miejsce także zwykli ludzie.
Aha, i dla mnie jest to zdecydowanie oskarowy plakat. Chętnie zawiesiłabym sobie na ścianie pełnowymiarową wersję.
reż. David Fincher
Tu też odsyłam do wcześniejszej recenzji.
Film o twórcy Facebooka - to nie brzmi pasjonująco, nawet uwzględniając fakt, że jego założyciel nie miał 20 lat, jego życie społeczne pozostawiało wiele do życzenia, a dzięki swojemu pomysłowi stał się miliarderem w ekspresowym tempie.
Ponownie jednak - pozornie mało filmowa historia okazała się perełką w rękach zdolnego reżysera (chociaż do tej pory Fincher kręcił dość nierówne filmy, moim zdaniem). Bardzo dobre aktorstwo i rewelacyjne dialogi dają razem genialny efekt. Aktor grający główną rolę, Jesse Eisenberg (mała ciekawostka - z pochodzenia Polak, rodzice wyemigrowali ze Szczecina, mówi po polsku), został nominowany do Oskara i gdyby nie Colin Firth, byłby moim faworytem.
Zdecydowanie i niepodważalnie oskarowa była scena wyścigu wioślarskiego i domagam się nominowania jej w jakiejś kategorii ;)
A jakie są Wasze typy?
Tu też odsyłam do wcześniejszej recenzji.
Film o twórcy Facebooka - to nie brzmi pasjonująco, nawet uwzględniając fakt, że jego założyciel nie miał 20 lat, jego życie społeczne pozostawiało wiele do życzenia, a dzięki swojemu pomysłowi stał się miliarderem w ekspresowym tempie.
Ponownie jednak - pozornie mało filmowa historia okazała się perełką w rękach zdolnego reżysera (chociaż do tej pory Fincher kręcił dość nierówne filmy, moim zdaniem). Bardzo dobre aktorstwo i rewelacyjne dialogi dają razem genialny efekt. Aktor grający główną rolę, Jesse Eisenberg (mała ciekawostka - z pochodzenia Polak, rodzice wyemigrowali ze Szczecina, mówi po polsku), został nominowany do Oskara i gdyby nie Colin Firth, byłby moim faworytem.
Zdecydowanie i niepodważalnie oskarowa była scena wyścigu wioślarskiego i domagam się nominowania jej w jakiejś kategorii ;)
***
Pominęłam w swojej ocenie dwa filmy: Fighter D.O. Russella oraz Toy story 3. Tego pierwszego nie widziałam i nie planuję, więc nie mogę ocenić. Toy story natomiast, żeby nie wiem jak było rewelacyjne, powinno być, moim zdaniem, oceniane w kategorii filmów animowanych.A jakie są Wasze typy?







