Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty

9 lipca 2012

Filmy na podium

...czyli trzy najlepsze filmy, które obejrzałam w pierwszej połowie 2012 r. Kolejność przypadkowa.


Jestem miłością / Io sono l'amore, reż.  Luca Guadagnino, Włochy 2009

Bajeczne zdjęcia - nie tylko Włoch, w których rozgrywa się akcja, ale nawet najdrobniejszych przedmiotów codziennego użytku. Subtelna gra oszczędna w środki wyrazu. Rewelacyjni aktorzy. Poruszająca fabuła. Film typowo europejski - niby nic się nie dzieje, a namiętności kipią, aż w końcu się przeleją. Tilda Swinton w roli Emmy Recchi, żony i matki dorosłych dzieci, która nagle odkrywa, że udane, zamożne życie, które dotąd prowadziła, przestało jej wystarczać. Czy to już czas, żeby zacząć żyć życiem własnych dzieci i wnuków, czy może - żeby wreszcie zacząć własne?

Polski plakat niestety zepsuto zmienionym fontem i kolorystyką.

Jak spędziłem koniec lata / Kak ya provel etim letom, reż. Aleksei Popogrebsky, Rosja 2010

Pora, żeby polscy aktorzy, zamiast szczycić się studiami aktorskimi w Ameryce i raczkującą karierą w Hollywood, zapakowali się grupowo w autobus i udali na wschód. Rosyjskie kino nie ma sobie równych. Dobrygin i Puskepalis nie grali - oni się zmienili w bohaterów. W ich twarzach nawet przez sekundę nie wyczułam drgnienia fałszu. Coś niesamowitego.

Film dwóch aktorów (i trzech głosów), kompletne pustkowie (kamienie i zimne morze), znów niby nic, a jednak wszystko. Stacja meteorologiczna na biegunie, wokół żywej duszy, tylko białe niedźwiedzie. Młody Pavel trafia tu, żeby napisać wypracowanie (jakieś praktyki?) o tym, jak spędził koniec lata. Wraz z pracownikiem stacji Siergiejem codziennie spisuje odczyty urządzeń, wklepuje do komputera, drogą radiową przekazuje dalej. Dzień za dniem, dzień za dniem. Niemal dosłownie, bo tu nocy latem nie ma. Jedna nadesłana wiadomość zmienia wszystko.

Nic więcej nie zdradzę. Włączyłam go "na chwilkę", oderwałam się po dwóch godzinach. Obowiązkowy.

Nietykalni / Intouchables, reż. Olivier Nakache, Eric Toledano, Francja 2010

Potężna dawka optymizmu, tym skuteczniejsza, ze oparta na faktach. Do sparaliżowanego milionera, który poszukuje asystenta, trafia - właściwie przypadkiem - młody chłopak z ubogiej dzielnicy, który świeżo wyszedł z więzienia. Czy to wygląda na początek wspaniałej przyjaźni? Śmiech do łez. Polecam gorąco.
Na polskim plakacie tradycyjnie przesadzono z zachętami. Z drugiej strony - nieamerykańskie filmy na ogół trzeba reklamować mocniej, więc wybaczam.

24 lipca 2011

Grając w szachy w Petersburgu

Zugzwang [wym. cukcfank] w grze w szachy - konieczność wykonania ruchu w sytuacji, w której każde posunięcie pogarsza położenie gracza. (ze Słownika wyrazów obcych... W. Kopalińskiego).

Zugzwang to udany kryminał z czasów carskiej Rosji. W 1914 r. życie znanego psychoanalityka, doktora Rubena Spethmanna, zostaje roztarte w pył, chociaż on sam nie zrobił zupełnie nic...
Kto jest temu winny? 
Jego pacjent - znany szachista, Polak żydowskiego pochodzenia, Abram Rosenthal, kandydat do zwycięstwa w rozpoczynającym się turnieju szachowym w Petersburgu?
A może inny - Grigorij Wasiliewicz Pietrow, przedstawiciel Dumy, znienawidzony przez arystokrację orędownik biedoty? 
Albo piękna Anna Pietrowna Ziatdinowa, córka "Góry" Zinnurowa, odpowiedzialnego za pogromy Żydów?
Do wyboru mamy też upartą córkę doktora, Katierinę, która najwyraźniej kryje jakieś tajemnice, oraz jego przyjaciela, sławnego skrzypka ze słabością do płci pięknej, Borisa Kopelsona.
Czy któryś z nich jest tajnym agentem Ochrany? Albo - czy może któryś z nich nie jest?

W tej rozgrywce Spethmann jest tylko pionkiem, a nadrzędnym celem jest zrzucenie z szachownicy króla-cara. Są ludzie, dla których życie pionków nic nie znaczy...

Autor dobrze odmalowuje atmosferę Petersburga, wrzącego od nadciągającej z zewnątrz wojny i wewnętrznych niepokojów społecznych. Bohater zostaje uwikłany w sprawy "dziejowe", które go nie interesują, a jednak mogą zniszczyć życie jego i jego bliskich. Czy uda mu się wydostać z zugzwangu? I jakim kosztem? 
 
Zugzwang znalazł się na liście najlepszych książek Washington Post z 2007 r. i o ile nie twierdzę, że jest to powieść "genialna", to przyznaję, że jest naprawdę dobra, wciągająca, inteligentna i warta przeczytania zarówno przez wielbicieli kryminałów, jak i Rosji (swoje drogą, mam wrażenie, niestety, że w sprawach politycznych niewiele się w tym kraju zmieniło).


Mam słabość do książek o szachach - chociaż nie umiem w nie grać, mają dla mnie w sobie coś magicznego. Zasady niezmienne od lat, nieskończoność możliwości na 64 polach oraz - po prostu - materialne piękno. W powieści szachy odgrywają ogromną rolę, całej akcji towarzyszy rozgrywka między doktorem a jego przyjacielem Kopelsonem - zbieżna z zaplątaną intrygą rozgrywającą się poza szachownicą.

Inne książki z szachami w roli głównej:

Szachownica flamandzka Arturo Pereza-Reverte, czyli jak za pomocą rozgrywki szachowej namalowanej na obrazie z XV wieku rozwiązać zagadkę morderstwa... Bardzo cenię sobie tego autora, zwłaszcza za jego powieści kryminalne. To zdecydowanie powieści z klasą. Polecam!






Ósemka Katherine Neville, czyli sztandarowy przykład przygodowego czytadła. Francuski klasztor w XVIII wieku, specjalistka komputerowa z XX wieku i legendarne średniowieczne szachy - czyli nieprawdopodobnie naciągana fabuła, przy której Kod Leonarda da Vinci to podręcznik historii. Trzeba przyznać, że jednak wciąga, więc przeczytałam do końca, klnąc samą siebie, że czytam takie głupoty ;) Ale dawno to było, nie wiem, czy teraz starczyłoby mi cierpliwości,

15 kwietnia 2011

Niňos de guerra

Tak mnie ta książka zaskoczyła, że aż mam problem z ubraniem myśli w słowa.

Historia, którą przedstawia, dotyczy zjawiska "niňos de guerra", czyli dzieci, które w czasie wojny domowej w Hiszpanii, zostały wysłane poza granice kraju z dala od działań wojennych, ale i od rodzin. Dwie siostry, 12-letnia Harmonia i 6-letnia Rosa, to córki komunistycznych bojowników. Rodzice przed udaniem się na pole walki oddają dzieci do sierocińca (tymczasowo). Kiedy konflikt przybiera na sile, dziewczynki wraz z resztą dzieci z sierocińca zostają wysłane do Związku Sowieckiego. Tam żyją w domu dziecka, tęskniąc, ale powoli się aklimatyzując. Po rewolucji przychodzi druga wojna światowa, a po niej zimna wojna i hiszpańscy rodzice z "bloku zachodniego" wydają się być już na zawsze rozdzieleni ze swoimi dziećmi, jednak nie tracą nadziei na połączenie.

Temat bardzo mnie zainteresował, wcześniej nie zetknęłam się w ogóle z informacją o takiej dziecięcej emigracji. Uwielbiam książki pisane z punktu widzenia dziecka. Czytało się ją doskonale. Wydawałoby się więc, ze ocena powinna być entuzjastyczna. Odczuwam jednak potrzebę przyczepienia się.

Z jednej strony mamy wojnę, dramatyczne rozbicie rodziny, traumę dzieci, wywózkę do dalekiego kraju o zupełnie innej kulturze i obyczajach, o języku nie wspominając, represje, śmierć itp., itd. Z drugiej - losy bohaterów są zadziwiająco bezproblemowe, zamiast traumy jest raczej nastrój melancholijno-nostalgiczny, a happy end (w zakresie prawdopodobieństwa, na szczęście) wyskakuje z każdej strony. Brak opisu realiów historycznych, przez co o życiu codziennym hiszpańskich dzieci w Rosji nie dowiedziałam się wiele. Powieść jest króciutka, przeczytałam ją w godzinę, a streszcza praktycznie całe życie dziewczynek, więc nic dziwnego, że raczej prześlizguje się po najważniejszych wydarzeniach niż w nie zagłębia. Zaczęłam się jednak zastanawiać, jaki właściwie cel przyświecał Autorce przy pisaniu, co chciała w ten sposób przekazać i odpowiedzi póki co nie odnalazłam. Może inspirowała się swoimi lub cudzymi wspomnieniami?

Przy tym wszystkim jednak podkreślam, że naprawdę doskonale się tę książkę czytało i nabrałam ogromnej ochoty na kolejne lektury autorstwa Mariny Mayoral. Operuje ślicznym subtelnym językiem, doskonale - w oszczędnych słowach - odmalowuje charaktery i uczucia. Lektura zostawiła mnie w bardzo spokojnym i pogodnym nastroju. Trochę mi się chwilami kojarzyła z filmem "Zaczarowane baletki" (książki niestety nie czytałam), też opowiadającym o dziewczynkach, które muszę odnaleźć własną drogę.

Polecam.

10 lutego 2011

Świat, który nadejdzie

Dara Horn
Lepszy świat
The world to come
Tłum. Urszula Gardner
Książnica 2007
ss. 400


"Wart milion dolarów obraz Chagalla ginie z muzeum sztuki żydowskiej podczas wieczorku dla samotnych serc. Podejrzanym o kradzież jest Benjamin Zyskind, kiedyś cudowne dziecko, teraz układający pytania do teleturniejów samotnik, przekonany, że ten sam obraz wisiał na ścianie salonu w jego domu rodzinnym. Ben robi co może, by uniknąć konfrontacji z policją, równocześnie starając się rozwikłać zagadkę obrazu, który skrywa nie tylko historię jego rodziny, ale i tajemnice niezwykłej przyjaźni dwóch wielkich żydowskich artystów: Marca Chagalla i Der Nistera."

Zastanawiałam się, czy nie zatytułować tej notki: "Kto wymyśla blurby?". Bardzo bym chciała, żeby mi ta osoba wskazała fragmenty książki, wskazujące, jak to "Ben robi co może, by uniknąć konfrontacji z policją" oraz próbuje "rozwikłać zagadkę obrazu", a także te, w których mowa o ukrytych w obrazie tajemnicach przyjaźni Chagalla i Der Nistera. Notka jednoznacznie skojarzyła mi się z książką,  której głównym tematem jest kradzież dzieła sztuki i ukryte w nim tajemnice - może coś w stylu "Szachownicy flamandzkiej" Pereza (którą zresztą gorąco polecam) i było to skojarzenie zupełnie mylne.

Inna sprawa, że chyba powinnam być autorowi blurba gorąco wdzięczna. Być może nigdy nie ściągnęłabym tej książki z bibliotecznej półki (gdzie udałam się, żeby "tylko oddać i NIC nie wypożyczać"), gdyby nie rzuciły się na mnie hasła: "kradzież dzieła sztuki" i "Chagall". Dzięki niemu miałam szansę przeczytać zdumiewająco piękną powieść (zdumiewająco - w kontekście jej małej popularności), głęboko osadzoną w kulturze żydowskiej - oplecioną wokół obrazu Chagalla historię kilkorga ludzi, która toczy się na przestrzeni kilkudziesięciu lat i trzech kontynentów, wijąc się między młodą bolszewicką Rosją, współczesną Ameryką a ogarniętym wojną Wietnamem.

Punktem wyjściowym jest rzeczywiście kradzież obrazu Chagalla "Szkic do  obrazu >>Nad Witebskiem<<" z Muzeum Żydowskiego w Nowym Jorku - podczas odbywającego się tam przyjęcia ktoś po prostu ściągnął obraz ze ściany. Co ciekawe, jest to wydarzenie autentyczne, które miało miejsce 7 czerwca 2001 r. Obraz odnaleziono w lutym 2002 r. na poczcie w Kansas. Autorka zainspirowała się kradzieżą, tworząc jednak własną opowieść, całkowicie fikcyjną, niemającą nic wspólnego z rzeczywistymi postaciami i motywacjami złodziei.

Marc Chagall "Szkic do obrazu >>Nad Witebskiem<<"
Marc Chagall "Nad Witebskiem"
Udało jej się doskonale - stworzyła idealną mieszankę trudnej rzeczywistości Żydów, którzy pozostają obcymi nawet w krajach, które zamieszkują od pokoleń, oraz magii ich kultury i wierzeń. Przy okazji uratowała od zapomnienia kilka przepięknych opowieści żydowskich pisarzy oraz uświadomiła mi (aż wstyd się przyznać), że Marc Chagall (który kojarzył mi się wyłącznie z Francją) był w rzeczywistości białoruskim Żydem i nazywał się Mojsza Chackielewicz Szahałau. Wątki życiorysu Chagalla, które pojawiają się w powieści - jego praca w sierocińcu w Małachówce i późniejsza emigracja - też są zresztą oparte na faktach, podobnie jak niewesoła historia pisarza Der Nistera.

Piękna opowieść, ale uwaga - nie taka, która porywa od pierwszej strony, wciąga w wir wydarzeń i bez tchu rzuca po całym świecie, ale taka, którą czyta się powoli i do której chce się wracać.

PS. Znów tytuł oryginału "Świat, który nadejdzie" bez porównania lepiej oddaje treść książki -  można go zinterpretować na wiele sposobów.

Winter is coming... Tym razem w komiksie.

Nadciąga zima – długa, mroźna i niebezpieczna. Legendy mówią o tajemniczej trującej mgle, która się wtedy pojawia, jakby głód i krwiożercz...