Dzieci nie posiadam, ale Dzień Dziecka nieodmiennie od lat obchodzę i nie przeszkadza mi nawet fakt, że już prawie przestałam mieć dwójkę z przodu (o wiek chodzi, nie o zęby). Tak patriotycznie postanowiłam dziś wspomnieć o moich ukochanych polskich książkach z dzieciństwa (wśród zagranicznych rządziła klasyka: Montgomery, Burnett, Lindgren itp.).
Od dziecka czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce, a tak się złożyło, że u mojej babci stał wielki regał z książkami wśród których kryły się skarby pamiętające dzieciństwo mojego taty i jego sióstr. W ten sposób stałam się fanką czytanek z języka polskiego z przełomu lat 50. - bo rzecz jasna nawet podręczników nie oszczędziłam - o pięknym prosocjalistycznym wydźwięku. Pamiętam, że było tam o budowniczych nowej Polski, prostych robotnikach, oraz o dzieciach wiejskich, co to dzielnie przez pola, zimą, na boso i pod górkę szły. Uwielbiałam je :)
Na szczęście znalazło się tam także sporo dobrej literatury i dzięki niej moje dzieciństwo czytelnicze, na początku lat 90., upłynęło pod hasłem Polski Ludowej. Oto pozycje, w których się zaczytywałam i które nadal uważam za doskonałe (a dzięki nim żywię także sentyment do lat 60., w których żyć nie miałam okazji).
Adam Bahdaj rządzi
To pisarz instytucja, biada tym, którzy nie znają - choć na szczęście nadal się go wznawia. Zaczytywałam się w dwóch mrożących krew w żyłach kryminałach "Uwaga! Czarny parasol!" i "Kapelusz za sto tysięcy". Na Tolka Banana stawiam do dzisiaj - chociaż filmu nie lubię, bo za bardzo różnił się od książki (ach ten skrzypiący dom i ukryty skarb, i duszne lato w Warszawie). Dla odmiany uwielbiam Dudusia zarówna w filmie/serialu "Podróż za jeden uśmiech", jak i w książce. Trzeba też wspomnieć o "Wakacjach z duchami" i "Do przerwy 0:1", a nieco starszym poleciłabym też dwuczęściową książkę o szukającym nieznanego ojca Maćku/Telemachu, wpisaną na listę honorową IBBY.
Szukając skarbów z Panem Samochodzikiem
Pan Samochodzik jest moim idolem do dziś i nadal żałuję, że nie poszłam w jego ślady. W końcu kto by nie chciał zawodowo szukać skarbów.
Ach, ten polski James Bond, detektyw-muzealnik-dżentelmen, który używał intelektu, a bronią się brzydził, i potrafił rozwikłać najbardziej tajemniczą z tajemnic w Polsce i zagranicą. Ach, samochód-amfibia, brzydki jak odrapane czółno, na którym ktoś postawił namiot. Ach, te wszystkie piękne panny, które brały udział w przygodach, ale w głębi duszy marzyły tylko o domku z ogródkiem i gotowaniu obiadków dla męża i dzieci (i jako takie były ideałem pana Tomasza).
Wolę się przyznać (zanim mnie T. wyda), że Pan Samochodzik nadal jest dla mnie lekiem na depresję i aktualnie nawet słucham audiobooka "Księgi Strachów".
PS. Uznaję tylko Pana Samochodzika autorstwa Zbigniewa Nienackiego, pochodnych nie czytałam i nie planuję.
Szaleństwa z Majką Skowron
Chociaż jeśli mam być szczera, to moją ukochaną, znaną niemal na pamięć książką Autora "Majki" jest "Nasturcja i Lew". Mądry portret nastolatka u progu pierwszej miłości, odrobina przygody, odrobina historii, szczypta fantastyki. Majka była dla mnie zbyt mało odpowiedzialna.
Aleksander Minkowski napisał całe mnóstwo książek dla młodzieży i nadal nie tracę nadziei, że przeczytam wszystkie. Wyróżniały się doskonałymi plastycznymi portretami bohaterów i psychologiczną głębią (wartość zapomniana w czasach pamiętników wampirzych księżniczek i ich ukochanych upadłych aniołów).
Lilybeth lubi Krystynę Boglar jak Klementyna kolor czerwony
Nie czytałam debiutanckiego "Wiercipiętka", ale od drugiej książki tej Autorki "Klementyna lubi kolor czerwony" (znakomicie ilustrowanej przez Butenkę) poczynając, wszystko było doskonałe. Kojarzycie bliźniaki z "Każdy pies ma dwa końce" i "Nie głaskać kota pod włos"? Jak upychały zapasy jedzenia na później w wielkim miśku oraz wyczarowywały pogodę tańcząc nad rosołem w środku nocy? Z poważniejszych pozycji głęboko poruszyły mnie "Brent" i "Kolacja na Titaniku" - do dziś pamiętam to uczucie ściśniętego gardła, z którym je czytałam.
Którędy do Eldorado?
Marta Tomaszewska to kolejna cudowna pisarka, w ulubionych też musiałabym wymienić wszystkie jej utwory. "Zorro, załóż okulary" wyniesioną od babci nadal mam na półce (i nie oddam). Najbardziej kochałam jednak "Tajemnicę białego pokoju" - wypożyczałam ją z biblioteki średnio co trzecią wizytę ;)
Zabawa z rodem Sawanów
Ewa Lach - ech, zapomniałam nazwiska tej Autorki, a nie tak łatwo ją teraz znaleźć. Trafiłam przez forum z imionami dla dzieci :) A to dlatego, że bohaterowie kilku jej książek to rodzeństwo Sawanów o nietypowych imionach: Kastor i Pola, Marek i Roma, Cyprian, Seweryn i Berenika. Świetne były też inne książki, choćby"Pępek węża" czy "Romeo, Julia i błąd Szeryfa" o amatorskiej próbie wystawienia Szekspira przez siostry bliźniaczki i o ich owdowiałym ojcu. Chyba poszukam starych egzemplarzy na allegro, bo za parę lat słuch o nich całkiem zaginie, a szkoda by była wielka. Na marginesie - Autorka zadebiutowała chyba jako czternastolatka i pamiętam, że gorąco wierzyłam, że uda mi się ją przebić i wydać pierwszą powieść jeszcze wcześniej ;)
Mądrze o życiu
"Życie za życie" Zofii Chądzyńskiej to dla mnie majstersztyk, jeśli nie czytaliście w dzieciństwie, przeczytajcie teraz. Osierocony przez ojca Marek żyje ze zgorzkniałą oschłą matką w małym domku przy śluzie, a kłopoty w szkole sprawiają, że traci ostatnią rzecz, na której mu zależy. Wtedy pojawia się mała dziewczynka, jeszcze dziecko, która chce dla niego wyprostować świat, poświęcając samą siebie. Znakomicie oddane realia i fantastyczna gra językowa. Lubiłam też równie dobrą, choć już bardziej "dla dzieci", "Przez Ciebie, Drabie!" (Drab to imię psa, a nie młodociany chuligan ;) ).
*********************************************************
No to sobie zrobiłam Dzień Dziecka, pisząc o tym, o czym lubię najbardziej :) Resztę Wam już daruję (bo mogłabym tak długo), wspomnę tylko jeszcze o "W pustyni i w puszczy", którą uwielbiałam i czytałam rytualnie raz do roku oraz o zwariowanych panienkach z twórczości Makuszyńskiego. I o doskonałych opowiadaniach Zofii Żurakowskiej z okresu 20-lecia międzywojennego. I jeszcze o serii Chmielewskiej o Janeczce i Pawełku.... I jeszcze o... i jeszcze...
Na marginesie - dostępność książek w czasach mojego dzieciństwa była zdecydowanie mniejsza. Te, które miałam, czytałam na okrągło, bibliotekę też miałam przerobioną w całości kilkakrotnie. Ale nie byłam nieszczęśliwa z tego powodu, przeciwnie, dzięki temu mogłam wracać do ukochanych światów po wielokroć. Aż szkoda, że wśród "dorosłych" książek nie mam tylu, które chciałabym przeczytać ponownie... pięć razy ;)