

Romansowo u mnie ostatnio do szaleństwa i tym razem też będzie o miłości. Ale tylko trochę. Bardziej o nieprzeciętnym pięknie zwykłych ujęć w Bright star Jane Campion (Jaśniejsza od gwiazd). O tym jak można zrobić porywający film bez żadnych efektów specjalnych - nawet makijażu na aktorach nie za dużo. O tychże aktorach i o tym, jak świetnie zostali dobrani. Czyli - będę się zachwycać.
Na poezji się nie znam, zagranicznej prawie nie czytuję, bo tłumaczenie, nawet najwspanialsze, to już inny wiersz jest. A po angielsku mi się czytać nie chce. O Johnie Keatsie wiedziałam przed seansem tyle co nic, znałam nazwisko i już. A film chciałam obejrzeć nie ze względu na jego życiorys, tylko dlatego że uwielbiam filmy kostiumowe o wieku XIX. No i do tego nazwisko Jane Campion - to się samo rozumie przecież.
Jaśniejsza od gwiazd opowiada historię romansu Johna Keatsa i Fanny Brawne. Ona to zwykła dziewczyna - młoda, ładna, pełna życia, lubi tańczyć, flirtować, żartować. On, wiadomo, poeta - wątły, ubogi, rozmarzony, oderwany od świata. Ona się stroi - zresztą ma ogromny krawiecki talent i fantazję, on wciąga na grzbiet byle co. Coś ich jednak do siebie przyciągnęło i od lekcji poezji przeszli do uczenia się miłości.
![]() |
Ben Whishaw / John Keats |
![]() |
Abbie Cornish / Fanny Brawne |
Film Jane Campion sam jest jak poezja. Jestem dziwna, bo nie lubię filmów o miłości, a już na hasło "pierwsza miłość" dostaję wysypki. Od rozmemłanych poetów mnie odrzuca. Mimo to Jaśniejsza od gwiazd mnie porwała. Zachwyciło mnie doskonałe oddanie uroku chwili. Malarskie kadry pokazujące szyjącą Fanny, ogród w deszczu, Johna głaszczącego kotka, zmienne pory roku - to pean na rzecz tych ulotnych momentów, z których składa się życie.
Greig Fraser - autor zdjęć w filmie, to zdecydowanie nazwisko do zapamiętania.
Film jest doskonały nie tylko pod względem reżyserii i zdjęć, ale także aktorsko. Mimo że nie przepadam za Whishawem (wybaczcie, kojarzy mi się już na zawsze z psychopatą z Pachnidła, a do tego tutaj jest chudy, blady, słaby i mówi wierszem...), był naprawdę świetny w roli Keatsa. Podobnie Abby Cornish, którą wcześniej widziałam w płytkim Sucker Punch jako ładną lalkę - dwa razy sprawdzałam, czy to na pewno ta sama aktorka - była idealną, całkowicie wiarygodną Fanny. Tak samo irytujący i zazdrosny przyjaciel Keatsa - pan Brown (Paul Schneider), a także dzieci grające epizodyczne role rodzeństwa Fanny (malutki Thomas Brodie-Sangster z To właśnie miłość nieprawdopodobnie wyrósł i przypomina długiego, chudego pajączka).
Więcej już nic nie powiem, koniecznie obejrzyjcie sami.
Oglądałam ten film jak wszedł do kin i pamiętam, że bardzo mi się podobał. Nawet mój chłopak był nim zachwycony, a też nie lubi filmów o miłości.
OdpowiedzUsuńByłam na nim w kinie i zrobił na mnie niesamowite wrażenie! :)
OdpowiedzUsuńWidziałam go jakiś czas temu i również mnie zachwycił. Polecam "Fortepian" tej samej reżyserki :)
OdpowiedzUsuńMiałam wielkie oczekiwania co do tego filmu, niestety - rozczarował mnie.
OdpowiedzUsuńRównież jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu :)
OdpowiedzUsuńPoezję Keatsa czytuję od czasu do czasu, dlatego ukazanie się tej pozycji było dla mnie nie małą gratką :)
Kreacja bohaterów jest zachwycająca i zdjęcia, które zapierają całkowicie dech w piersi(sama zresztą mam parę na swoim blogu :).
Ta historia jest autentyczna do granic możliwości i pomimo literackiego wydźwięku,wydaję się tak bardzo realna.
Po raz kolejny europejskie kino udowodniło swoją wielkość. Pomimo braku efektów specjalnych mamy prawdziwą perełkę dla której warto poświęcić 2 godziny :)
Ja z chęcią go obejrzę jak tak zachwalacie :)
OdpowiedzUsuńCzemu ja nie słyszałam o tym filmie? Wygląda na to, że to absolutnie mój typ :)
OdpowiedzUsuńMaya - hmm, ja obejrzałam w samotności, ale jestem ciekawa jak by T. zareagował :)
OdpowiedzUsuńDomi - ja żałuję, że zobaczyłam go na małym ekranie, zdjęcia na dużym musiały być jeszcze piękniejsze.
Ka-milla - "Fortepian" oczywiście znam :) Stąd chęć poznania nowego dzieła Campion. A teraz chcę jeszcze obejrzeć "Portret damy" - wcześniej za niego się nie brałam, bo książki H. Jamesa nie mogłam przemęczyć.
Scathach - ale czemu? Napisz coś więcej...
Biedronka - widziałam zdjęcia na Twoim blogu :) Wiedziałam, że są z tego filmu, bo widywałam je już przy wcześniejszych recenzjach. Były ogromną motywacją do obejrzenia filmu, bo sam opis fabuły (romans poety) nie brzmiał dla mnie pociągająco.
OdpowiedzUsuńTo prawda, że opowiedziana historia wygląda niesamowicie realistyczne - wspaniale, że bohaterowie nie zostali sztucznie poupiększani i wyglądają jak "prawdziwi ludzie". Przez to odbiorcy jest do nich znacznie bliżej.
Agnesja - polecam, tyle moli ksiażkowych nie może się mylić ;)
Niedopisanie - ja też nie wiem, jak to możliwe :) Całkiem głośno o nim było, przynajmniej na blogach. Nadrób niedopatrzenie koniecznie :)
Filmu nie oglądałam, ani o nim nie słyszałam.
OdpowiedzUsuńZ chęcią oglądnę, jak będę miała taką możliwość!
Pozdrawiam serdecznie!
Ten film zebrał dobre recenzje, zachęcona tym, poszłam do kina, ale muszę z przykrością przyznać, że się rozczarowałam
OdpowiedzUsuńKiedy sama pisałam o "Jaśniejszej o gwiazd" też porównałam ją do poematu. To stwierdzenie aż się ciśnie na usta podczas oglądania filmu. Coś pięknego, uczta dla zmysłów prawdziwego estety :)
OdpowiedzUsuńJa z kolei widziałam Abby Cornish najpierw w "Jaśniejszej od gwiazd" i zachwyciłam się jej naturalnością, dykcją i talentem. Później w "Sucker Punch" z pięc raz sprawdzałam na różnych stronach, czy to na pewno ta sama aktorka. Na prawdę nie wiem dlaczego zagrała w tym ... czymś.
Pozdrawiam :)
Przyjemnostki - też nie wiem, mam nadzieję, że nie ze względów finansowych - może chciała pokazać, że jest bardzo wszechstronna. No, jest, ale zdecydowanie wolę ją w cudownie zagranej roli Fanny.
OdpowiedzUsuń