"Gra o tron" i jej kolejne tomy przewinęły się przez tyle blogów, że ci, którzy jeszcze nie czytali prawdopodobnie cierpią już na Martinowstręt. Ale to dobra książka jest, więc nie wspomnieć o niej żal.
Nie jestem fanką fantastyki. Kiedyś czytałam więcej, z biegiem czasu coraz i coraz mniej, Gra o tron jest pierwszą od dawna pozycją z tego nurtu. Połknęłam w dwa dni, chętnie dowiem się, co dalej, ale za fantastyką nadal nie przepadam. Wybaczcie. Duża korzyść z prowadzenia bloga, którą u siebie odnotowałam, to niejakie wykrystalizowanie się moich literackich upodobań i już wiem, że fantasy stoi u mnie na półce "raczej nie", a science-fiction na "całkiem podziękuję". Jasne, od wszystkiego są wyjątki, wielbię nad życie Władcę pierścieni Tolkiena, w kategorii "powieść, która porwała mnie ze szczętem" dzierży prawdopodobnie palmę pierwszeństwa. Diuna Herberta była przyjemnie odświeżająca (jeśli takim może być gorący piasek pustyni), zamierzam też dać szansę "Ziemiomorzu" Le Guin i Lemowi.
Do tego ostatnio cierpię na czytelniczy zastój. Na wakacje zabrałam chyba około siedmiu książek i przywiozłam je z powrotem, niektóre lekko napoczęte, a niektóre wcale. Mam wrażenie, że ostatnio blog zaczyna mi odbierać radość z czytania, czuję presję, żeby przeczytać cokolwiek i wstawić notkę. Tworzenie takiego potwora, który pożera moją pasję, nie było moim zamiarem, dlatego zastanawiam się nad tymczasowym zawieszeniem działalności. Może jak nie będę miała gdzie się pozachwycać nad lekturą, to zatęsknię. Odkąd zaczęłam czytać klasykę, zauważyłam, że przynosi mi ona dużo więcej radości niż jakiekolwiek współczesne dzieło. Klasyki na wakacje nie zabrałam, może w tym był problem. Słucham sobie teraz audiobooka Kamień księżycowy i, ach, uwielbiam Collinsa. Dawno już temu czytałam jego Kobietę w bieli i nie mam pojęcia, czemu czekałam tak długo, żeby znów po niego sięgnąć. Może mi te wszystkie nowości wpychały się w paradę.
Te chaotyczne dwa akapity oczywiście mają się nijak do samej Gry o tron. No, może tylko tyle, że o ile książka mnie naprawdę wciągnęła, to nie zachwyciła aż tak, jak się spodziewałam. Czyli kategoria "bardzo dobra książka", ale nie (nader pojemna) kategoria "moja ulubiona książka".

Akcja podzielona jest na krótkie rozdzialiki zatytułowane imieniem bohatera, którego dotyczą (Eddard, Catelyn, Jon, Sansa, Arya, Bran, Daenerys i Tyrion, czy kogoś pominęłam?). Kiedy człowiek już wciągnie się w historię jednej osoby, autor przeskakuje do drugiej, a kiedy już, marudząc, wciągnie się w drugą, przeskakuje do trzeciej. Parę razy wciągnęłam się na tyle, że nie byłam w stanie czytać po kolei, tylko kartkowałam strony, szukając dalszych losów danego bohatera, ale o tym cicho sza... Oczywiście wszystkie te historie mocno się zazębiają i po pierwszych 100 stronach kompletnego chaosu łatwo już zapamiętać kto z kim i dlaczego.
Bardzo mi się podobało to, że elementy nadprzyrodzone znajdują się na dalekim planie. Na pierwszym są ludzie i ich całkowicie niefantastyczne zachowania. Są jacyś groźni Inni, żyjący po lasach, wszyscy słyszeli o smokach, ale problemów nie załatwia się przy pomocy machania różdżką i nadprzyrodzonych "superpowers". Do tego każde działanie ma pięknie pokazane konsekwencje, każdy kij dwa końce i nikt nie jest czarno-biały.
Do niektórych bohaterów żywię większą sympatię (Jon, Tyrion, Arya), do niektórych mniejszą (Catelyn), ale o wszystkich czytałam z równym zainteresowaniem. No, troszkę może przesuwałam wzrokiem po opisach bitew... Ile tych flaków można w końcu znieść. Niespecjalnie podobał mi się wątek Danny, nie będę się czepiać, ale miałam wrażenie, że był najmniej oryginalny i było już mnóstwo analogicznych historii "od wątłej dziewczynki do superwojowniczki". Pomijając już, że - jak tradycja wśród pisarzy fantastyki każe - najbardziej atrakcyjne kobiety u Martina mają średnio 13-14 lat. Nie wiem, czy słyszał kiedyś o etapie "brzydkiego kaczątka"... Poza tym szczegółem świat wykreowany przez Martina jest wiarygodny w niemal każdym detalu, a do tego odznacza się rzadko spotykaną w tym gatunku głębią psychologiczną.
Teraz czekam aż T. przeczyta, a potem rzucamy się na serial.
George R. R. Martin
Gra o tron
Zysk i ska 2003
ss. 773
George R. R. Martin
Gra o tron
Zysk i ska 2003
ss. 773
Ja właśnie mam zastój i czytelniczy, i blogowy. I nie mam pomysłu, jak z tego wyjść. ;)
OdpowiedzUsuńDosłownie przed chwilą skończyłam "Starcie królów", czyli tom drugi. :) Też nie wrzuciłabym tych książek do moich ulubionych, ale na pewno są bardzo dobre. I świetnie się je czyta. Serial też jest wart obejrzenia.
Ultramaryna - pozostaje przeczekać. Przyjdzie zima, przy zawiei za oknem, z gorącą herbatą i kocykiem czyta się dobrze :) A gdyby tak jeszcze kominek...
OdpowiedzUsuńCzyta się świetnie i bardzo szybko - pobiłam przy "Grze" rekord w tempie czytania, przynajmniej zdaniem T. ;)
Uwielbiam twój blog, więc chyba bym płakała,jeśli zawiesiłabyś swoją działalność :]
OdpowiedzUsuńFantastyki unikam i szczerze mówiąc tak pewnie będzie i w tym przypadku. Chociaż zastanawiam się czy nie zabrać ją ze sobą do pociągu na jakaś długą podróż;]
To prawda, że prowadzenie bloga czasami spina. Dla mnie najmniej komfortowa sytuacja to zachwyt nad daną pozycją, który nie pozwala mi o niej napisać ani jednego konstruktywnego zdania.
Chciałabym podzielić się z wszystkimi treścią, jednak słowa uciekają.
Również zakochałam się znów w klasyce i muszę przyznać, że jestem niesamowicie szczęśliwa.
Większość czytanych pozycji przynosi mi ogromną satysfakcje :)
Pozdrawiam !
Oglądałam serial, a na książkę nadal czekam w kolejce w bibliotece - jest tyle chętnych :(
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że uda mi się przeczytać przed następnym sezonem ! Serial bardzo mi się podobał, co zresztą widać po avatarze :D
Pozdrawiam :)
Zacznę od tego, że ja na pewno bym za Twoim blogiem tęskniła:)
OdpowiedzUsuńWidzę, że największą sympatią darzymy tych samych bohaterów. A powiedz, co sądzisz o Sansie? Ja, na przykład, miałam ochotę nią porządnie wstrząsnąć:)
Fajnie, że przeczytałaś. Myślę, że to jedna z książek, która właśnie ma szansę spodobać się ludziom, którzy nie są fanami fantasy.
Sama zaliczam "Grę o tron" do kategorii "Ulubione. Dlaczego tak późno to przeczytałam?":)
Serial pokochałam na tyle mocno że boję się sięgnąć po książkę. Najczęściej to książka jest lepsza od ekranizacji ale w tym przypadku ... boję się rozczarowania.
OdpowiedzUsuńJestem chyba jedną z niewielu, którzy nie przeczytali "Gry o tron", ba, nawet serialu nie oglądałam. Z fantastyką mi nie po drodze, nie lubię i już. Albo nie trafiłam do tej pory na nic ciekawego? Nie wiem...
OdpowiedzUsuńCzytelniczy zastój przytrafia się chyba każdemu molowi książkowemu;) Ja na wyjazd wakacyjny zabrałam trzy książki, przywiozłam nietknięte, za to kupiłam dziewięć nowych :)
Jeśli znajdę książkę w bibliotece, pewnie zabiorę do domu, choćby po to, żeby się przekonać w czym rzecz:)
A ja się wciągnęłam w serial a teraz będę szukać książki :)
OdpowiedzUsuńBiedronka - no nie, nie chcę być powodem łez ;) Na razie myślę tylko o jakiejś niedługiej przerwie celem odnalezienia utraconej przyjemności z czytania, ale pewnie wrócę. W końcu z kim mam o książkach rozmawiać, jak nie z Wami.
OdpowiedzUsuńPrawda, że o najwspanialszych książkach pisze się najtrudniej. Łatwo rzeczowo i w punktach wymienić niedociągnięcia, ale co napisać o książce, która jest po prostu w całości cudowna :)
Cassin - ja jestem bardzo ciekawa serialu, już się nie mogę doczekać - obejrzałam już zdjęcia wszystkich bohaterów :)
Milvanna - dziękuję za dobre słowo :)
O tak, Sansa się idealnie nadaje do potrząsania. Ciekawa jestem, jak Martin pokieruje tą postacią (ale nie mówi mi ;) ). Przyznaję, że gdybym teraz miała kolejny tom pod ręką, to chyba bym się nie opanowała - zaraz bym się rzuciła sprawdzić, co się dalej stało :)
Maleństwo - podejrzewam, że w serialu musieli dokonać jakiś skrótów, bo nakręcenie wszystkiego dokładnie byłoby niewykonalne - zbyt wiele postaci, miejsc i scen, których nie wypada pokazywać w tv ;) Ale jestem bardzo ciekawa, jak im wyszło :)
OdpowiedzUsuńEvita - nie namawiam, jeśli nie lubisz fantastyki, ale jeśli kiedyś będziesz chciała spróbować, to będzie dobry wybór :)
Mnie w tym miesiącu przybyły cztery z allegro, ale już od dawna planowane. Na urlopie szczęśliwie byłam oddalona od księgarń. Z nabywaniem nie mam problemu, denerwuje mnie tylko, że zamiast czytać, to tworzę ładne stosiki...
Aneta - to się wymieniamy :) Ja się wciągnęłam w książkę i będę szukać serialu.
Nie powiem, nie powiem:) Powiem tylko, że do chęci potrząsania nią dochodzi w moim przypadku też uderzanie się dłonią w czoło.
OdpowiedzUsuńWiem, co czujesz. Odłożyłam czwartą część, bo gdybym ją czytała, chyba nigdy nie skończyłabym pracy magisterskiej;)
O "Grze o tron" słyszałam mnóstwo, ale nie czytałam i w sumie nie spieszy mi się. Ale rozbawiła mnie zbieżność gustu do Twojego, fantastyka również "raczej nie", ale "Władcę Pierścieni" kocham szczerze i dozgonnie, science-fiction również "całkiem podziękuję", poza ukochaną "Diuną", którą przeczytałam trzy razy i zapewne przeczytam po raz czwarty. :) Po prostu "Władca..." i "Diuna" to książki, które pokonują uprzedzenia :) chociaż Lemem też nie gardzę... Ale już cyklu o Ziemiomorzu nie dałam rady przeczytać, "Czarnoksiężnika z Achipelagu" owszem, ale bez zachwytu. I dałam sobie spokój.
OdpowiedzUsuńZ ostatnich fantasy, które polubiłam, to "Kłamstwa Locke'a Lamory", coś pięknego.
Nie zawieszaj bloga, bo będę bardzo tęsknić. Rozumiem o co ci chodzi z tą presją. Też tak mam, ale wydaje mi się, że nie o to chodzi, żeby było jakoś bardzo regularnie. Ja, na przykład tak nie umiem, i chociaż podziwiam regularność u wielu ludzi, to sama nie potrafię i już. Krótko mówiąc, wybaczę ci czasową nieobecność, ale zniknięcie już nie ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że "Gra o tron" przypadła Ci do gustu. Nie trzeba być fanem fantasy, by dać się wciągnąć w świat Westeros.
Ty się cieszysz, że ja wreszcie przeczytałam "Jane Eyre", a ja się cieszę, że Ty przeczytałać "Grę o tron" ;) Jesteś osobą, która nie zaczytuje się w fantastyce, ale mimo wszystko sięgnęłaś po tę cegiełkę i się nie zawiodłaś. Serial polecam. Powiem szczerze, że jeszcze nie oglądałam żadnego serialu, który by był tak dokładnym odwzorowaniem książki. Większość aktorów jest dobrana idealnie (oprócz Catelin i Cersei moim zdaniem).
OdpowiedzUsuńBardzo lubię czytać Twoje wpisy, więc mam nadzieję, że Twoja przerwa nie będzie druga. Ja też miałam niedawno taki kryzys, nie pisałam cały czerwiec. Na szczęście mi przeszło. Jeśli chodzi o te nasze pisanie to ma ono dawać nam przyjemność. Nic na siłę. Jeśli potrzebujesz to znowu w sobie odnaleźć to życzę Ci tego z całego serducha :) Będę czekać i nie tylko ja z tego, co widze :D
Pozdrawiam :)
Milvanna - no nie, w obliczu magisterki, to rzeczywiście najgorzej dobrana lektura z możliwych. Wskazane jest raczej dobranie sobie tak nudnej lektury, żeby w porównaniu z nią pisanie pracy wydawało się bardziej porywające ;)
OdpowiedzUsuńLiritio - skoro nasz gust jest tak zbieżny, to może i "Gra o tron" by Ci się spodobała :)
Ja dawno zaczęłam Czarnoksiężnika z Archipelagu i porzuciłam w połowie, ale postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Może tym razem zaskoczy.
A Locke Lamora mnie prześladuje. Jak się ukazał, byłam akurat w UK i czytałam w gazecie bardzo pochwalną recenzję. Znalazłam książkę w bibliotece, obejrzałam, stwierdziłam, ze chyba jednak nie dla mnie i nie wzięłam. A potem ukazało się w Polsce tłumaczenie, w każdej recenzji blogowej czytam zachwyty i pluję sobie w fizjonomię, że jej wtedy nie pożyczyłam... A tu w żadnej bibliotece nie mogę znaleźć.
Grendella - Wasz blog jest dla mnie właśnie przykładem nie przejmowania się presją :) Piszecie z taką zdrową częstotliwością i wierzę, że macie czas między jedną a drugą notką na przeczytanie książki. Ale jak widzę blogi, na których recenzje pojawiają się codziennie, to zaczynam się bać, że może ze mną jest coś nie tak, za wolno czytam, za mało, powinnam się starać bardziej i po prostu czuję jak mi blog dyszy w kark ;) Mam na półce kilka bardzo ciekawych cegieł, ale ostatnio złapałam się na tym, że obliczam w myślach, ile mi zajmie przeczytanie jednej - tak z tydzień pewnie, to za długo, lepiej wezmę coś cieńszego, to szybciej będę mogła napisać coś na blogu... Jak sobie uświadomiłam, co myślę, miałam ochotę walnąć się tą grubą książką w czoło. W związku z tym zamierzam skończyć te trzy książki, które mam pozaczynane, wstawić notki, a we wrześniu zatopić się w grubaśnym "Gdzie żyją tygrysy" i czytać ją tak dłuuuuuuuugo, jak będę miała chęć. Przeplatając dłuuuuuuugim audiobookiem "Kamień księżycowy" Collinsa (boska klasyka). A notki napiszę, jak skończę. Mam nadzieję, że do tego czasu jeszcze o mnie nie zapomnicie ;)
OdpowiedzUsuńArsenka - bardzo się cieszę, że serial odwzorowuje książkę dokładnie. Byłabym zawiedziona, gdyby np. wycięli połowę wątków. I jestem naprawdę ogromnie ciekawa, nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, ta przyjemność się gdzieś pogubiła - nie tyle płynąca z pisania, co z czytania. Czuję się zmuszana przez własnego bloga do pisania ;) Głupie wiem, ale dlatego potrzebuję oficjalnej przerwy, żeby móc sobie przypomnieć, że czytam, bo lubię. Dzięki za słowa otuchy, no i miło wiedzieć, ze inni też miewają kryzysy i sobie z nimi poradzili, to krzepiące :)
Hmm, nasz blog jako przykład zdrowej częstotliwości - wow :) Myślę, że dobrze by było pisać odrobinę częściej, ale... to blog jest dla nas, a nie my dla bloga. Milvanna ma magisterkę, a ja wakacyjne lenistwo. Chcę czerpać przyjemność z pisania, nie żeby stało się to moim kolejnym obowiązkiem. Obowiązków to ja mam wystarczająco dużo, no może nie akurat w wakacje ;) Piszmy dla przyjemności, ni mniej, nie więcej. Tak trudno jest czasami zachować zdrowy balans, prawda?
OdpowiedzUsuńSięgnij po Lamorę, sięgnij - zwłaszcza jeśli potrzebujesz trochę zdrowego śmiechu :)
Grendella - no cóż, nie obraziłabym się gdybyście pisały trochę częściej :D Z mojego punktu widzenia, jako czytelnika, byłoby super :) Ale częstotliwość jest "zdrowa", bo robi wrażenie, jakbyście miały jeszcze życie poza blogiem.
OdpowiedzUsuńBalans - ech, to jest właśnie to, co mi w życiu tak bardzo nie wychodzi...
Sięgnę po Lamorę, jak tylko go gdzieś dorwę. Chociaż może być ciężko, zważywszy, że w bibliotekach nie byłam od kilku miesięcy (próbuję zniszczyć najpierw własne stosy), księgarnie omijam łukiem szerokim (ten sam powód), a na ulicach książki jakoś rzadko leżą.
Wiesz, lily, ja na tę presję gwiżdżę, bo po prostu nie pisze o wszystkich książkach, które czytam, tylko o tych, o których faktycznie czuje, że mam coś do powiedzenia. Czasem więc mam dłuższe okresy, kiedy na mikro jest cisza, dodaję tylko tytuły do listy przeczytanych. I to jest piękne. A że recenzyjnych też mam tyle jak kot napłakał, to o nich raz na jakiś czas napisać już nie problem :)
OdpowiedzUsuńMartin jeszcze mi się nie przejadł, planuje go w przyszłym roku, zimą pewnie. ale już wiem, że raczej pisać o nim będę, za dużo już jest o nim na blogach, więc nie powiedziałabym nic istotnego :)
Tak, staram się czytać raczej długie artykuły w prasie. Ewentualnie podczytuję sekretnie coś, co już znam. Skoro rzekłaś, że jak przeczytasz, co chcesz przeczytać, to wrócisz i napiszesz notkę, to ja będę cierpliwie czekać i uroczyście obiecuję, że nie zapomnę;)
OdpowiedzUsuńKornwalia - hmmm, ja też o kilku książkach nie napisałam, ale miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie jest to kwestia presji zewnętrznej, muszę to jakoś ułożyć sama ze sobą. Perfekcjonizm - jak już zaczynam coś robić, chcę żeby było na 100% i idealnie, a sama sobie tym szkodzę. Coraz częściej zdarza mi się, że czytam książkę "pod bloga", tzn. od razu wyłapuję i układam w głowie, o czym chciałabym wspomnieć w notce. Straszliwie mnie to irytuje, chociaż dzięki temu niektóre przemyślenia z lektury utrwalają się we mnie, więc może nie jest to takie złe. Ale brakuje mi trochę czytania dla samego czytania.
OdpowiedzUsuńZima to dobry czas na Martina - albo może listopad, biorąc pod uwagę, że zawołanie rodowe Starków brzmi "Nadciąga zima". Łatwo się będzie wczuć w atmosferę Północy :)
Milvanna - ulżyło mi, będę spokojniej czytać :)
Ach, Martin mi się marzy, bo ja z gatunku tych, co i s-f i fantasy łykają jak młode pelikany. Ale jeszcze poczekam, zanim zacznę szukać, bo mam obiecaną trylogię Cornwella, a to też nielekkie :)
OdpowiedzUsuńP.S. Blog jest dla Ciebie, a nie odwrotnie.
A ja nie mogę jakoś kategorycznie stwierdzić czy fantastykę lubię, czy też nie. Wszystko wynika z tego, że nigdy mnie tegoż gatunku nie ciągnęło, a co z tego wynika, nie mam na swoim koncie wielu lektur z tego nurtu. Niemniej jednak chcę poznać chociaż tą najbardziej klasyczniejszą z klasyki, chciałabym przeczytać Diunę, czy właśnie Grę o tron. Ale jeszcze nie teraz, nie ma co na siłę, a aktualnie kompletnie mnie nie ciągnie.
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię, bo ostatnio sama przechodziłam dziwne załamanie- byłam niezwykle zmęczona blogowaniem, na myśl, że po skończonej lekturze powinnam coś napisać odechciewało mi się nawet czytać. Kiedy po wejściu na kilka kolejnych blogów miałam czytać recenzje tej samej książki, nawet komentowanie zaczęło mnie męczyć. Dlatego zrobiłam sobie króciutką przerwę- czytałam a po skończonej lekturze nie napisałam o niej ani słówka. Pomogło, teraz mogłabym pisać i pisać :)
Mam nadzieję, że jednak nie zrezygnujesz z blogowania, jako że jest to jedne z moich ulubionych miejsc w sieci i z wielką radością zawsze czytam Twoje słowa... :)
PS. Zainspirowałaś mnie swoją akcją "Czytam klasykę" i mam pytanie. Jeśli oczywiście nie będzie Ci to odpowiadało jak najbardziej zrozumiem. Zastanawiałam się, czy zależało Ci, aby tą akcję jakoś rozpowszechnić- jeśli tak to ja z wielką chęcią sama stworzyłabym własną listę (oczywiście wykonaną przeze mnie, moja byłaby znacznie obszerniejsza, jako że zdaję sobie sprawę, że jednak masz więcej takich kultowych pozycji za sobą) o tej samej nazwie?
Pozdrawiam ciepło,
Ala
A jeśli chodzi o panią Burnett to zachęcam do Tajemnicy dworu w Stornham, mam nadzieję, że sie nie zawiedziesz ;)
Agnes - a to polecam i zachęcam, Martin musi się spodobać :)
OdpowiedzUsuńPS. No, niby wiem, tylko mi się teoria z praktyką gryzie.
Ala - ja przechodziłam fazę "fantastyczną" tuż przed matura i potem na studiach. To był dla mnie najlepszy sezon na ten typ literatury. Człowiek się zmienia z czasem i na każdym etapie życia potrzebuje innych książek i czego innego w nich szuka.
Widać każdego czasem dopada zmęczenie blogowaniem i nie jestem jakimś strasznym wyjątkiem. Naprawdę lubię pisać, żal byłoby mi całkiem z tego zrezygnować, po prostu muszę sobie jakoś poukładać priorytety.
Jeśli chodzi o klasykę - oczywiście, jestem cała za tym, żeby jak najwięcej osób czytywało klasykę, tworzyło własne listy. Zresztą moją zamieściłam tez z myślą, że może komuś się przyda i na jej podstawie ułoży sobie własną. Nazwa "Czytam klasykę" nie jest zastrzeżona, to nie cykl, raczej moja deklaracja :) Jak najbardziej możesz też jej użyć.
Pozdrawiam :)