Ostatnio dwa razy poddałam się, czytając książkę, którą obiektywnie określiłabym jako dobrą.
Uwielbiam Pereza Reverte za "Klub Dumas" i "Szachownicę flamandzką". Bardzo lubię za "Fechmistrza", "Ostatnią bitwę Templariusza" i "Cmentarzysko bezimiennych statków". Z zainteresowaniem przeczytałam "Terytoriów Komanczów" i "Batalistę" oraz dwa pierwsze tomy "Kapitana Alatriste". Na trzecim - "Słońce nad Bredą" - poległam, bo był w całości opisem działań batalistycznych, i potem już nie kontynuowałam serii. Mimo tego alatristowego potknięcia uważam Pereza Reverte za świetnego pisarza i naprawdę wyczekiwałam z nadzieją lektury "Oblężenia". Niestety, po 200 stronach definitywnie padłam w tej francusko-hiszpańskiej bitwie.

Wszystko to brzmi bardzo dobrze, ale ma jedna podstawową wadę - jest nieziemsko nudne. Naprawdę nie czytuję wyłącznie książek o wartkiej akcji obfitującej w niespodzianki, czasem lubię sobie leniwie płynąć z fabułą, ale jeśli ktoś pisze o morderstwach i piratach, a ja brnę przez to w pocie czoła, to chyba coś jest nie tak. Przy stronie z numerkiem 200 (jeszcze ponad 2 x tyle zostało przede mną) pomyślałam sobie, że nic nie obchodzi mnie los bohaterów i jeśli francuskie bomby zrównają Kadyks z ziemią, to nie odczuję nawet drgnienia żalu. A skoro tak, to chyba nie ma sensu kontynuować.
Polecam nie kierować się moimi subiektywnymi odczuciami i przekonać się osobiście. Sama może kiedyś powrócę do lektury, kiedy będę miała dużo czasu i wolniejsze tempo życia. Prawdopodobnie na emeryturze.
***************

Klimatyczna powieść, dziejąca się na początku XX w. wśród brytyjskich turystów we Włoszech. Dobrze oddana atmosfera pensjonatu, karykaturalne portrety drugoplanowych bohaterów, niepokojący urok Florencji. Główna bohaterka, młodziutka Angielka z dobrego domu, Lucy Honeychurch, przybywa tu wraz ze starszą i nudną kuzynką Charlottą. W pensjonacie poznają dwóch panów Emerson, ojca i syna, których zachowanie - na bakier z konwenansami - nie wzbudza sympatii pozostałych gości. Wbrew sobie Lucy odkrywa, że niebanalny George Emerson potrafi wprawić jej serce w drżenie.
Zarzut podstawowy - Lucy jest nijaka. Może autor mężczyzna nie potrafił wczuć się w psychikę kobiety albo taką właśnie chciał ją uczynić. Na mnie jednak zupełnie nie robiła wrażenia żywej istoty. Pod wpływem Georga zaczynają budzić się w niej jakieś ciekawsze instynkty, ale mnie nie zaciekawiły na tyle, żeby kontynuować przygodę.
Polecam zainteresowanym, a sama zamierzam jeszcze dać szansę temu pisarzowi.
Całkiem lubię "Pokój z widokiem". Może masz rację, to nie jest książka szczególnie absorbująca, ale za to taka... czarująca, lekka i czytało mi się ją bardzo dobrze ;) I wprost przepadam za filmem nakręconym na jej podstawie. Oczywiście tym z Heleną Bonham Carter, bo jest też jakaś okropna nowsza wersja, którą ledwo mogłam oglądać :)
OdpowiedzUsuńMnie się właśnie czytało nie za dobrze, ale może to przez to, że ja naprawdę do romansów nie mam serca (książkowych romansów, oczywiście :) ). Na mojej liście klasyki do przeczytania miałam inną pozycję Forstera, ale ta mi przypadkiem wpadła w ręce w bibliotece. Ekranizację chętnie kiedyś obejrzę. Tą starszą :)
UsuńA w ogóle to ja, lilybeth, tylko login mi się zmienił :)
UsuńTeż kiedyś brnęłam przez Forstera (był też film) i to chyba jest jedna z najnudniejszych książek, jakie czytałam.
OdpowiedzUsuńA to cieszę się, że nie tylko ja ją tak odebrałam. Bo już myślałam, ze za łatwo się poddałam.
Usuń