No, nic na to nie poradzę, nie lubię i już. Zanim zdążę się zaangażować w treść, one już się kończą. To trochę tak, jakby ktoś otwierał przede mną drzwi, pozwalał za nie zajrzeć, a jak się poczuję zaciekawiona - zatrzaskiwał je bezpowrotnie.

Olga Tokarczuk
Gra na wielu bębenkach
Wydawnictwo Ruta, Wałbrzych 2001
ss. 344
Po opowiadania Tokarczuk sięgnęłam powodowana uwielbieniem dla Autorki. Niechęć do gatunku i sympatia do twórczyni dały taki melanż odczuć, że już sama nie wiem, czy mi się podobało czy nie.
Tom zawiera 19 utworów, z rodzaju, który określiłabym jako obyczajowe dramaty. Najbardziej przydały mi do serca trzy:
"Otwórz oczy, już nie żyjesz" - o czytaniu pewnego niepospolitego kryminału,
"Wyspa" - bo zawsze lubiłam Robinsona Cruzoe, a atmosfera opowiadania jest mu bliska
oraz
"Najbrzydsza kobieta świata" - z nieoczekiwanej perspektywy o fascynującej i przerażającej zarazem Julii Pastranie, tragicznej XIX-wiecznej postaci.
Proza Tokarczuk jest niepodważalnie piękna. Delektowałam się językiem i stylem Autorki, dzięki czemu bezboleśnie przeczytałam cały tom opowiadań, coraz szybciej przewracając kartki. Jak zwykle znalazłam u niej fragmenty, z którymi mogłam się identyfikować:
Jadąc kolejką przez niekończące się przedmieścia, kwartały garaży, podkolorowane smutne blokowiska, powoli zdawałam sobie sprawę, że czuję się szczęśliwa. To był chyba najbardziej naturalny sposób mojego istnienia: nieostra obserwacja z dystansu, nieuczestniczenie w życiu, przyglądanie się tylko jego przejawom, mijanie, rzucanie okiem.
Odkrywam takie perełki i mam ochotę krzyczeć: "To o mnie! To o mnie!". Podobne odczucia miałam dotąd tylko czytając Stachurę. Jeszcze jeden fragment:
Czas stał się bolesny któregoś dnia, gdy w jednym krótkim momencie uświadomiłam sobie nagle, co znaczy "teraz". "Teraz" bowiem znaczy - "już nigdy". "Teraz" znaczy, że to, co jest, właśnie w tym samym momencie być przestaje, obsuwa się jak zmurszały stopień schodów. Jest pojęciem strasznym, porażającym, obnaża całą okrutną prawdę.
Oba cytaty pochodzą z tytułowego opowiadania Gra na wielu bębenkach.
Mimo wszystko jednak opowiadań nadal nie lubię i pewnie już do tej książki nie wrócę, w przeciwieństwie do "Biegunów", których mogłabym czytać co dzień od nowa.