17 lutego 2012

Dzień Kota

Proszę Czytelników, oto Zula. Dla Was zgodziła się odgrywać rolę grzecznego kota.
Przez jakieś 30sekund.


 

13 lutego 2012

Szkoła w starym zamku


Jaka to urocza książeczka! Przyznaję, ze mam słabość do powieści o dziewczątkach na pensji, a także do polskiej literatury dla młodzieży z okresu międzywojennego - może dlatego tak mnie "Kierdej" zachwycił. Fabuła jest dość prosta, ale ze stron promieniuje młodość i radość. Można poczuć się tak, jakby samemu wybiegało się ze starych komnat zamkowych do rozsłonecznionego ogrodu.


Cała recenzja na blogu Klasyka Młodego Czytelnika.

10 lutego 2012

Musimy zapomnieć o Kevinie...

... jeśli chcemy mieć kiedyś dzieci.
Przyznam, ze pierwszą myślą po skończoną seansie było: "Żadnych dzieci. Koty. Dużo kotów. Koty są miłe."

"Musimy porozmawiać o Kevinie" to świetny film, poruszający (wręcz poniewierający) i genialnie zagrany (w roli rodziców: Tilda Swinton i John C. Reilly, w roli Kevina (na różnym etapie wiekowym): Rock Duer, Jasper Newell i Ezra Miller). Nakręcony w bardzo niehollywoodzki sposób, oszczędny w dialogach, piękny w obrazach. Poszatkowane, wymieszane chronologicznie scenki dopiero na koniec układają się w przerażającą całość, choć od samego początku dają poczucie narastającego zagrożenia.

Czy to Eva była złą matką? Czy może jej syn był złym człowiekiem - złym w sposób pierwotny, niedający się uzasadnić genami czy dzieciństwem?

Nie będę opowiadać, o czym jest film - trzeba zobaczyć samemu.




Musimy porozmawiać o Kevinie / We Need to Talk About Kevin, reż. Lynne Ramsay, USA 2011

Film powstał na podstawie powieści Lionel Shriver pod tym samym tytułem.

9 lutego 2012

Upiorna klasyka - Mnich

Gotycka powieść z 1796 r., książka gorsząca panienki w "Opactwie Northanger" Jane Austen - oto moja kolejna klasyczna lektura i kolejna odkryta perełka. Czytadło, ale znakomite.

Matthew G. Lewis
Mnich
1796

Nie wiem, czemu wydawało mi się, ze to będzie historia o duchach. Może przez ruiny na okładce, a może to po prostu pierwsze moje skojarzenie na hasło "powieść gotycka". Tymczasem elementy nadprzyrodzone, choć odgrywają istotną rolę, pojawiają się epizodycznie. Straszą nie duchy, ale zło czające się w człowieku.

Tytułowy bohater, mnich Ambrozjo, to ucieleśnienie cnót chrześcijańskich. Został oddany do klasztoru jako dziecko i tam się wychowywał, w oddaleniu od grzechu, stając się swoistym idolem ludu - mimo, że nigdy nie opuszczał klasztoru, a publicznie pojawiał się tylko, kiedy prowadził mszę w kościele. Każda można rodzina chciała go mieć za spowiednika. Tak było aż do momentu, kiedy pewna kobieta zadeklarowała mu swoją miłość.
Pozostali bohaterowie to dwie pary kochanków: piękna i niewinna Antonia oraz zakochany w niej Lorenzo, a także Agnes - oddana wbrew swojej woli do zakonu, gdzie spotkał ją okrutny los - oraz jej ukochany.

W czasach, w których powstała, powieść musiała być uznawana za głęboko niemoralną. Żądze targające bohaterami opisane są ze szczegółami, podobnie jak popełniane pod ich wpływem czyny. Tego u Austen nie znajdziecie.  Wybaczmy autorowi egzaltację, pisał zgodnie z wymogiem gatunku i duchem swoich czasów, a do tego nie miał nawet 20 lat (!). Wybaczmy też przerost fantazji nad wiedzą przy opisywaniu Hiszpanii, w której toczy się akcja (mieszkańcy tego kraju zdumiewająco lubią posługiwać się językiem włoskim ;) ) czy tajników kościoła katolickiego. Wybaczmy, bo powieść po prostu wciąga. Ciemne katakumby czy leśni zbójcy raczej już nie przerażą współczesnego czytelnika, ale opisane wydarzenia nadal poruszają. Pierwsze kilka stron czytałam z mieszanymi uczuciami, wydawały mi się nieco sztuczne, ale od pewnego momentu wsiąkłam w akcję i nie mogłam się oderwać. A zakończenie - moim zdaniem - jest świetne.

Jeśli ktoś chciałby przeczytać, polecam unikać czytania wpisów na Wikipedii i Biblionetce - zdradzają zdecydowanie zbyt wiele. Poza tym z pierwszą recenzją na Biblionetce nie jestem w stanie się zgodzić, ale nie będę się tu wdawać w polemikę, bo musiałabym ujawnić zbyt wiele szczegółów fabuły. No, ale jeśli ktoś uznaje, że długie zdania są męczące dla współczesnego czytelnika, to w sumie nawet nie wiem, czy warto dyskutować.

Z ciekawostek - widać, że Wiktor Hugo, pisząc "Katedrę Marii Panny w Paryżu", inspirował się "Mnichem". Wątek archidiakona Klaudiusza Frollo i jego uczucia do Esmeraldy jest zadziwiająco zbieżny z historią Ambrozja i Antonii.

Powstały dwie ekranizacje "Mnicha" - pierwsza, z 1990 r., ma fatalne recenzje i to wszystko, co o niej wiem. W drugiej, z 2011 r., tytułową rolę zagrał Vincent Cassel. Sądząc po trailerze (tutaj), ma piękne zdjęcia, dlatego chciałabym ją zobaczyć. Myślę jednak, że przeniesienie "Mnicha" na ekran jest niezwykle trudne. Łatwo o popadnięcie w przesadę lub śmieszność albo przeciwnie - o złagodzenie drastyczności wątków, a tym samym zobojętnienie emocji.

7 lutego 2012

Zielonym trabantem donikąd

Kolejna próba znalezienia "nowej Chmielewskiej" albo przynajmniej lekkiej i zabawnej powieści dla pań z wątkiem kryminalnym. Kolejny niewypał.


Głowna bohaterka to trzydziestokilkuletnia Lilka, świeża rozwódka, nieszczęśliwa, z lekką nadwagą, lekceważona przez matkę, która woli młodszą i ładniejszą córkę, Ewelinę. Obie siostry dziedziczą niespodziewanie podupadły peerelowski hotelik po niemal nieznanej ciotce. Ewelina nie jest nim zainteresowana, ale Lilka dostrzega okazję do odmiany swojego życia, wyrzucenia z głowy byłego wiarołomnego męża oraz odejścia z nielubianej pracy. Podejmuje się prowadzenia penjonatu, mimo że nie ma o tym biznesie zielonego (nomen omen) pojęcia, a w zadaniu tym pomaga jej przyjaciółka, Jagoda.
Bohaterem drugiego wątku jest Kamil, kucharz hotelowy i pasjonat modeli samochodowych, który wikła się w bardzo nieprzyjemną aferę, a uciekając, trafia do hoteliku Lilki.

Zaczęło się nawet dość obiecująco: bohaterowie wyraziści, język autorek nie zgrzytał zanadto, historia z gatunku tych, co to nie wiadomo, jak się potoczą. Niestety, gdzieś po połowie audiobooka zdałam sobie sprawę, że akcja nadal się rozkręca i rozkręcić nie może - bohaterki niemrawo snują się po zaniedbanym pensjonacie i ani nie mają większych kłopotów, ani szczególnych sukcesów, a wątek kryminalny toczy się gdzieś na szesnastym planie. Może bym nawet dosłuchała do końca, mimo obaw że akcja skończy się zanim się na dobre rozpocznie, ale nie dałam rady, czego powodem była Lilka. Główna bohaterka położyła powieść. Nieznośnie jęcząca, bezradna, pozwalająca każdemu wchodzić sobie na głowę, niezdolna do żadnych zdecydowanych działań. Gdyby nie Jagoda, fabuły prawdopodobnie nie byłoby wcale, bo Lilka siedziałaby na schodach hotelu, wzdychając za eksem i pozwalając szarogęsić się kierowniczce. Rozumiem, że autorki miały jakiś cel w uczynieniu tej - excusez le mot - niedojdy główną bohaterką, ale tego się nie dało czytać. Znacznie lepiej wypadłaby na pierwszym planie Jagoda, a Lilka mogłaby snuć się w tle i nawet stanowiłaby wtedy pewną atrakcję.

Przypomniawszy sobie, że przymusu czytania w naszym kraju nie ma, słuchania audiobooków też, a na półce tłoczą się bardziej obiecujące pozycje, porzuciłam powieść po ok. 3/4 objętości i powrotu nie planuję.

3 lutego 2012

O wracaniu do książek

Dość często spotykam się, na blogach i poza nimi, z postawą "nigdy nie czytam książki po raz drugi". Przyznaję, że jest to dla mnie nie do pojęcia. Nie wyobrażam sobie, żeby czytać tylko i wyłącznie nowe rzeczy. Jasne, książek jest tak wiele, że starczyłoby nowych na całe moje życie, ale to przecież nie zawody i nie chodzi o to, żeby przeczytać jak najwięcej. Tak jak w poznawanie nowych ludzi pozwala znaleźć przyjaciół, tak czytanie pozwala odkryć książki, które zostaną z nami (ze mną) na zawsze.

Tą refleksją natchnął mnie mój obecny powrót do Jane Austen. Zaczęło się od "Rozważnej i romantycznej", którą ostatnio zdobyłam na własność i przeczytałam ponownie. Potem sięgnęłam po nieukończone "Lady Susan. Watsonów. Sanditon" i tak mi było żal odchodzić z tamtego świata, że z rozpędu wypożyczyłam jeszcze "Mansfield Park". Wczoraj skończyłam i chyba zgarnę z półki "Emmę". Taki maraton. To nie ma znaczenia, że już je kiedyś czytałam, wiem jak potoczy się fabuła, kto z kim na końcu weźmie ślub. To nie ma znaczenia, bo nie dlatego wracam. Wracam, żeby znowu usiąść przy oknie rezydencji z widokiem na ogród, pójść na spacer do parku, posłuchać jak Mary Cranford gra na harfie, ogrzać się przy kominku, wypić herbatę z porcelanowych filiżanek, zanurzyć się w świecie, który znam, chociaż nigdy w nim nie żyłam i którego już nie ma.

Książki, do których wracam, to niekoniecznie te, które uważam za najlepsze. Są takie arcydzieła, który mnie zachwyciły, ale nie mam ochoty czytać ich ponownie, bo albo szczegóły zbyt mocno wyryły mi się w pamięci ("Germinal" Zoli) albo wzbudziły zbyt intensywne uczucia, żebym miała chęć przeżywać je ponownie ("Nie opuszczaj mnie" K. Ishiguro). Wracam najczęściej do tych, które przyciągają mnie atmosferą, bohaterami, których mam ochotę znowu spotkać, jak dawno nie widzianych przyjaciół.

Zaczytane przeze mnie na amen są wszystkie powieści M. Musierowicz, L.M. Montgomery,, wspomnianej Jane Austen, "Jane Eyre" Ch. Bronte, "Smażone zielone pomidory" Fanny Flagg. W wieku nastoletnim czytałam książki Chmielewskiej (kryminały, serie o Janeczce i Pawełku oraz o Teresce i Okrętce) tyle razy, że do dziś znam je na pamięć, a  nadal, przy okazji chandry, zdarza mi się podczytywać jej autobiografię (też znaną na pamięć, prawie mogłabym startować w jakimś quizie ;), a na pewno mogę zacząć czytać od dowolnego tomu i przypadkowo wybranej strony). Wielokrotnie czytywałam o przygodach Sherlocka Holmesa i ostatnio zakupiłam je sobie w jednym gigantycznym tomie, bo wiem, ze to będzie książka do nieustannego powracania. Bo przecież nie chodzi o zagadki i ich rozwiązanie, tylko o niezwykłą osobowość bohatera i możliwość spaceru z nim po zamglonym Londynie, a potem herbatę na 221B Baker Street. Z ostatnio poznanych do tej kategorii trafiły np. biografie sióstr Bronte i L.M. Montgomery, pisarek równie fascynujących, co ich bohaterki.

Teraz czytam dużo nowych (w znaczeniu - nieznanych wcześniej lektur), wiec powroty zdarzają mi się rzadziej, czego czasem żałuję. Staram się z zakupionych książek zostawiać sobie tylko te, do których wiem, że będę chciała powrócić. A jak jest u Was? Wracacie, nie wracacie?

Winter is coming... Tym razem w komiksie.

Nadciąga zima – długa, mroźna i niebezpieczna. Legendy mówią o tajemniczej trującej mgle, która się wtedy pojawia, jakby głód i krwiożercz...