Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2013

Nowa przyjaźń literacka

Obraz
Zaprzyjaźniłam się właśnie z panią Gaskell, a to nie byle kto, bo bliska znajoma i biografka Charlotty Bronte. Wstrzymywałam się dość długo, bo po pierwsze - dopiero niedawno wyszły w Polsce tłumaczenia jej powieści, po drugie - ich cena mnie blokowała, po trzecie - wszyscy się nimi zachwycali na blogach, i powieściami, i ekranizacjami, więc czułam przesyt. Poza tym, sama "Północ i Południe", mimo zachęcającej rekomendacji: "dla miłośników Jane Austen i sióstr Bronte", odstraszała mnie tematem. Jak słyszałam o rolniczym Południu i przemysłowej Północy, o fabrykach, maszynach, strajkach, nie mogłam jakoś pojąć uniesień. Brzmiało to jak szkolna lektura pozytywistyczna i kusiło umiarkowanie (chociaż ja w sumie pozytywizm lubiłam).

No, ale zakupiłam, przeczytałam i teraz też się już mogę zachwycać. Bo niestety niczego oryginalnego nie powiem - podobało mi się i już. To jest jednak inna proza niż sióstr Bronte czy Austen, bardziej chłodna i elegancka, nie dostrzegłam tu …

Literatura na ekrany! - Śródziemie kontraatakuje

Obraz
Udało mi się wreszcie dotrzeć do kina na "Hobbita", z dużym opóźnieniem, ale to i tak był nie lada wyczyn, w obliczu remontowego chaosu oraz okoliczności przyrody (parking kinowy był kompletnie zasypany, a i przetoczenie się z domu do kina łatwe nie było). Upodobania mamy proste, więc wybraliśmy wersję bez bajerów, banalne 2D z napisami (3D nas jakoś specjalnie nie kręci, a wersję 48 klatek nam odradzono, jako dającą efekt teatralny). Jak było?

Było dobrze, ale niestety - nie bardzo dobrze. Ciekawa bajka, miło się oglądało, ale zachwycić się nie zdołałam.
Po pierwsze 
Nie jestem przekonana do sensu rozbijania niezbyt długiej powieści na trzy oddzielne filmy - jeśli nie chciano za mocno przycinać akcji, może należało zrobić dylogię? Wierność książce w szczegółach nie zawsze się sprawdza, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że się zasadniczo nie sprawdza, bo film funkcjonuje na innych zasadach. (Stąd dobrze się czyta np. dialogi na piętnaście stron, ale już oglądanie przegadanego…

Nagły atak zimy - część 3

Obraz
Część trzecia i ostatnia opowieści o wielkich mrozach... Tym razem odwiedziłam nie Szwecję,lecz Alaskę. Też zimno - śnieg, mróz, wiatr i przede wszystkim lód. Lód, który więzi trzy wieloryby. Tytuł (polski, oryg. Big Miracle) sugeruje gatunek filmowy "uwolnić orki i inne słodkie zwierzątka", ale tak źle nie jest. Właściwie wcale nie jest źle, to krzepiąca i poprawiająca nastrój historia - przede wszystkim dlatego, że jest prawdziwa. 

W październiku 1988 r. oczy Amerykanów zwróciły się w kierunku Barrow na Alasce, gdzie trzy wieloryby zostały uwięzione przez szybko zamarzające wody zatoki. Nie było to zjawisko niezwykłe, takie rzeczy są w przyrodzienormalne, niestety. Na szczęście jednak w tym przypadku znalazło się kilkoro ludzi, którzy nie pozwolili sobie na wzruszenie ramion i postawę "trudno, takie rzeczy się zdarzają". Poruszyli niebo i ziemię - bo jak inaczej nazwać doprowadzenie do współpracy między Amerykanami i Sowietami w tym gorącym (choć zwanym "z…

Nagły atak zimy - część 2

Obraz
Pozostając w temacie zimowo-szwedzkim, obejrzałam ostatnio ekranizację pierwszego tomu kryminalnej serii Asy Larsson (o trzecim tomie pisałam w poprzednim wpisie), czyli "Burzy z krańców ziemi" (oryg. Solstorm). Film produkcji szwedzkiej dostaje ode mnie od razu duży plus na początku, bo uwielbiam szwedzki język. (Po cichu powiem, że mam plany, żeby w najbliższym czasie rozpocząć naukę...). Poza możliwością posłuchania tego obłędnego akcentu oraz oglądania Kiruny na żywo, film daje także bonus w postaci Izabelli Scorupco jako prawniczki Rebeki Martinsson i muszę przyznać, że w tej roli wypadła bardzo dobrze.
 Nie będę już streszczać fabuły, można o tym poczytać we wpisie na temat książki (TU). W skrócie chodzi o to:

Sam film jest dość przeciętny, ot taki telewizyjny "urozmaiczacz" wieczoru - przyzwoicie opowiedziana historia, przyzwoicie odegrane postaci i nieprzyzwoicie dużo śniegu. Jeżeli jednak ktoś nie jest zagorzałym fanem ekranizacji i/lub kina szwedzkiego, …

Nagły atak zimy

Obraz
Nagły atak zimy nastąpił nie tylko w rzeczywistości, ale i w moich lekturach oraz oglądanych filmach. Nic w tym dziwnego, bo ostatnio ciągnie mnie raczej w kierunku północnym.


Pierwszy czytany kryminał pani Larsson pt. "Burza z krańców ziemi" recenzowałam TU - bardzo mi sie podobał i miałam ochotę sięgnąć o kolejną część opowiadającą o przygodach prawniczki Rebeki Martinsson. Wyszło mi niestety niezbyt chronologicznie, bo nie miałam pod ręką drugiego z kolei tomu, "Krew, którą nasiąkła", wiec sięgnęłam po trzeci, zatytułowany "I tylko czarna ścieżka". A jak się okazało, wydarzenia z drugiej części odcisnęły bardzo silne piętno na bohaterce, przez co początek powieści bardzo mnie zadziwił. No i mam wrażenie, że chyba poznałam przy okazji zakończenie drugiego tomu (ale przeczytam i tak - wam radzę czytać po kolei).

Bardzo lubię miejsce, w którym toczy się akcja książek o Rebece Martinsson - Kirunę, miasteczko leżące na bardzo dalekiej północy Szwecji, w kra…

W nowym roku

Hurra, mam internet! Można powiedzieć, że to nasz pierwszy sukces remontowy. Od czasu poprzedniego wpisu byłam odcięta od sieci. Stan wirtualnej nieobecności jest bardzo przyjemny, ale niestety przy przeprowadzce i początkach remontu jest zatrzęsienie potrzebnych informacji, które łatwo znaleźć w sieci, a zdecydowanie niełatwo poza nią, dlatego cieszę się, że znów jestem połączona. Za blogiem tęskniłam, przeczytałam całkiem sporo (chwała Kindlowi, bo książki nadal w paczkach i długo w nich pozostaną), a jeszcze więcej obejrzałam, więc wpisów powinno się niedługo pojawić dużo. Nie wiem niestety, jak z ich jakością, bo z tego co na razie udało mi się zaobserwować - odgłosy kucia w ścianach niespecjalnie sprzyjają myśleniu, a ja siedzę pośrodku tego hałasu. Siedzę lekko przykurzona i posypana tynkiem, ale szczęśliwa - przeprowadzka poszła dość sprawnie, choć w pewnym momencie mieliśmy wrażenie, że stare mieszkanie generuje nieskończoność gratów - wywoziliśmy, wywoziliśmy, a one nadal tam…